Święta RodzinaPocząwszy od Adwentu 2009 roku przy parafii działa Poradnictwo Rodzinne prowadzone przez małżonków posiadających odpowiednie przygotowanie i zgodę biskupa na prowadzenie przyparafialnej poradni. Głównym celem tej działalności jest przygotowanie narzeczonych do zawarcia sakramentu małżeństwa. Przygotowanie to opiera się na cyklu trzech spotkań, na których omawiane są zagadnienia związane z ideą małżeństwa i rodziny w świetle nauki Kościoła, naturalnymi metodami planowania rodziny, komunikacji między małżonkami, kryzysami w małżeństwie i sposobami, czy możliwościami ich przezwyciężania lub zapobiegania. Zapraszamy również małżeństwa przeżywające różnorakie problemy czy kryzysy, rodziców borykających się z trudnościami wychowawczymi. Służymy również pomocą w problemach natury moralnej i etycznej związanych z przeżywaniem małżeństwa.
 
Do poradni zapraszamy w środy (po wcześniejszym ustaleniu terminu spotkania) po wieczornej Mszy Św. Narzeczonych, którzy pragną odbyć spotkania przedmałżeńskie w naszej Poradni, prosimy o wcześniejszy kontakt. Spotkania prowadzone są indywidualnie, dlatego prosimy o zgłaszanie się do Poradni z około 6-miesięcznym wyprzedzeniem w celu ustalenia terminów spotkań. Prosimy również o podanie informacji o dacie ślubu i parafii, w której ślub się odbędzie. Kontakt jest możliwy pod adresem Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. lub telefonicznie pod nr 696 814 563 (po godz. 19). 
 
Począwszy od 2014 roku, w naszej Parafii prowadzone są również Rejonowe Spotkania Formacyjne dla Narzeczonych. Celem tych spotkań jest pogłębienie bezpośredniego przygotowania do sakramentu małżeństwa. Terminy tych spotkań są stałe i przypadają w: II Niedzielę Wielkiego Postu, II Niedzielę czerwca, II Niedzielę września i II Niedzielę Adwentu w godzinach 14.00 - 16.00.

kongres-malzenstwVII prelekcja wygłoszona została przez Pana Andrzeja Ładyżyńskiego, pedagoga, wykładowcę w Instytucie Pedagogiki Uniwersytetu Wrocławskiego oraz na Podyplomowych Studiach o Rodzinie na Papieskim Wydziale Teologicznym. Pan Ładyżyński interesuje się problemami współczesnej rodziny, młodzieży oraz systemową terapią rodzinną. Jest mężem i ojcem dwójki dzieci.

Prelegent podkreślił, jak ważne jest, by w czasach, gdy małżeństwo nie ma dobrej prasy, gdy lansuje się wzorce, które są przeciwne małżeństwu, pokazywać wartości, zwłaszcza wartości nie wymyślone przez człowieka. A taką zwartością jest małżeństwo.

Cóż to jest – małżeństwo? Można je określać jako dwoje ludzi, para, instytucja, wspólnota, grupa, zrzeszenie. Pan Andrzej Ładyżyński przedstawił dwie definicje małżeństwa, które wg niego odpowiadają na pytanie, czym jest małżeństwo:

Pierwsza definicja Pani Marii Ziemskiej została opracowana ponad 40 lat temu, ale nadal jest ważna i aktualna: „Małżeństwo to związek dwojga osób, dwojga płci, tego samego pokolenia, połączonych więzią emocjonalną, pozostających w trwałej, bezpośredniej styczności.”

Ta definicja jest interesująca, bo gdyby usunąć z niej jakikolwiek element, małżeństwo przestaje istnieć, np. fragment: „pozostających w trwałej, bezpośredniej styczności”. Relacje między małżonkami zmieniają się skutecznie, jeżeli małżonkowie przestają ze sobą być. Powinno to być wskazówką dla małżonków przy podejmowaniu decyzji: jeśli wyjazd, to wspólny. Jeden z małżonków może wyjechać sam tylko w sytuacjach ekstremalnie wyjątkowych. W każdym innym przypadku stanowi to zbyt wielkie ryzyko dla małżeństwa i wiąże się z tym zbyt wielka strata. Małżeństwo można więc unicestwić chociażby poprzez ten, wydawałoby się, drobny czynnik: „niebycie ze sobą”.

W świecie współczesnym jest to bardzo trudne i stanowi wyzwanie, a prelegent podkreślił, że nie chciał w nikim wzbudzać poczucia winy. Wskazuje tylko, by ze wszystkich sił walczyć, by ten czynnik bycia ze sobą, bycia razem był przez małżonków utrzymywany.

Pozostałe elementy z tej definicji także są znaczące, choć nie zostały omówione.andrzej ladyzynski

Druga definicja małżeństwa pochodzi z książki Johna i Betty Drescherów pt. „Gdybyśmy zaczynali od nowa”. W książce tej zawarli oni refleksje po 30 latach swojego małżeństwa, reflektując, co w życiu zrobiliby lepiej, gdyby jeszcze raz mieli szansę tworzyć związek małżeński.

Definicja małżeństwa wg Drescherów brzmi krótko: „Małżeństwo to trud, łzy i wspólne rozmowy raczej niż wielka ekstaza.”

Małżeństwo to praca. Często wyobrażenie narzeczonych jest takie, że po zawarciu związku małżeńskiego żyje się długo i szczęśliwie. Więcej się ze sobą przebywa. Ci jednak, którzy żyją już ze sobą jakiś czas w małżeństwie wiedzą, że intensywniej się ze sobą pracuje: niezależnie od siebie, obok siebie, razem ze sobą.

Łzy to nie tylko łzy szczęścia, ale i łzy z powodów niewygodnych życiowo: łzy z powodu rozczarowań, frustracji, kryzysu.

Wspólne rozmowy, nieustanny dialog to przepiękny wątek w małżeństwie. Jest tylko jedna odpowiedź na pytanie: „Co wartościowego mogę dać swojemu partnerowi, tak jak i każdemu człowiekowi?” - „Być z nim w dialogu.”

Nie wolno także zapominać, że w małżeństwie ekstaza także jest ważna i to ekstaza odczytywana nie tylko w kategoriach seksualności, ale i w kategoriach pozaseksualnych.

Z małżeństwem związana jest pewna ambiwalencja, czyli „tak” i „nie” za małżeństwem: dylemat, który stoi przed człowiekiem myślącym o małżeństwie, ale i przed tym, który jest w małżeństwie. Ten dylemat musi być rozstrzygany niejako każdego dnia.

Z filozofem greckim Sokratesem związana jest pewna anegdota:  Uczeń pewnego dnia spytał go: „Mistrzu, mam się żenić, czy nie żenić?” W odpowiedzi usłyszał: „Cokolwiek byś nie uczynił,  i tak będziesz żałował”.

kongres-malzenstwPodczas ubiegłorocznego Kongresu Małżeństw organizatorzy postarali się o to, by uczestnicy nie byli tylko biernymi odbiorcami przekazywanych treści. W związku z tym zorganizowany został panel dyskusyjny, w którym udział wzięli dotychczasowi prelegenci: ks. Marek Dziewiecki (psycholog), Mieczysław Guzewicz (teolog), Stanisław Sławiński (pedagog), a także małżeństwo: Regina i Ireneusz Bisikiewiczowie. Państwo Bisikiewiczowie prowadzą własną działalność gospodarczą. Małżeństwem są od ponad 30-u lat, mają 4 dzieci. Od 15-u lat należą do Neokatechumenatu.

Temat spotkania panelowego: „Bóg, seks, pieniądze.”. Moderatorem spotkania był ks. Roman Tomaszczuk, który też postawił pierwsze pytanie:ks roman tomaszczuk

„Czy Pan Bóg lubi seks, czy Pan Bóg lubi pieniądze, no i czy człowiek, który lubi seks i pieniądze, podoba się Panu Bogu?”

Pan Ireneusz Bisikiewicz stwierdził, że seks i pieniądze to na pewno wartości, które Pan Bóg dał człowiekowi po to, żeby człowiek był szczęśliwy. Każda dziedzina życia służy człowiekowi, jeżeli jest oparta o zasady Boże. Gdy jednak człowiek stawia siebie na piedestale i chce po swojemu daną dziedzinę uregulować, zbudować, to jest to zawsze bardzo duże zagrożenie.
Pani Regina Bisikiewicz skupiła się w swojej wypowiedzi na pieniądzu. Pan Bóg nie zostawił nas samych z problemem pieniądza. W Piśmie Świętym o wiele częściej niż o modlitwie, jest mowa o pieniądzu, o tym, jak zarządzać pieniądzem. Pieniądz ma służyć temu, by człowiek czynił sobie ziemię poddaną. Pan Bóg 

 

dał ludziom wiele wskazówek, jak ten pieniądz racjonalnie wykorzystywać i jak z niego korzystać dla dobra, dla budowania po pierwsze wspólnoty małżeńskiej, rodzinnej, dla budowania wspólnoty społecznej, ale też dla korzystania z pieniądza w sytuacjach, kiedy są tematy społeczne, którymi nikt się nie zajmuje. W związku z tym ci, którzy mają wiele pieniędzy, są powołani właśnie do tego, by tymi zaniedbanymi problemami się zająć.

Pan Stanisław Sławiński wskazał, że sam tytuł panelu wskazuje, że jeżeli Bóg jest na swoim miejscu, to cała reszta też jest na swoim miejscu. Jeżeli Pan Bóg jest naprawdę na pierwszym miejscu, to nie ma żadnych przeszkód, żeby i seks był na swoim miejscu, i żeby pieniądz był na swoim miejscu, czyli nie był ubóstwiony.
Pan Sławiński zwrócił także uwagę na samo słowo „seks”. Słowo to zostało w Polsce przejęte z języka angielskiego i z łaciny, ale tam oznacza ono płeć, a w Polsce seks oznacza pewną aktywność seksualną w wymiarze fizjologicznym. Płciowość to rodzicielstwo, macierzyństwo, czyli stanislaw-slawinskiwielkie powołanie i tożsamość człowieka. Fizjologia samej płci jest tylko pewnym fragmentem. Fizjologia ta może być wintegrowana w dojrzałe życie, ale może być też przedmiotem nadużyć, takim samym jak obżarstwo, opilstwo, czy dowolny jeszcze inny rodzaj nadużycia, w jakie człowiek wpada w ramach swojej słabości.

regina bisikiewicz

Ks. Marek Dziewiecki podkreślił, że szczytem patologii jest, jeśli pieniądze i seks stają się dla człowieka bożkiem. Pojawiają się wtedy uzależnienia i dramaty związane ze śmiertelną zazdrością, z przestępstwami, samobójstwami. Pieniądz czy seks jako bożek prowadzą człowieka do rozpaczy, już nie mówiąc o grzechach, o zdradach małżeńskich, itd. Gdy seks i pieniądze stają się bogiem, człowiek staje się potworem, unieszczęśliwiającym tych, którzy żyją blisko niego.
Najlepsza dla człowieka jest sytuacja, kiedy dla człowieka to Bóg jest Bogiem, a nie cokolwiek, czy ktokolwiek inny.

Bóg jest miłością, uczy nas kochać szalenie mocno, bo sam nas ukochał aż do krzyża, do śmierci na krzyżu, a jednocześnie uczy nas kochać siebie nawzajem w sposób mądry.
Jezus wszystkich kocha nad życie, dosłownie, możemy Go zabić w ludzkiej naturze, a On i tak będzie nas kochał. Wróci nie po to, żeby się mścić, czy odwołać miłość, ale żeby potwierdzić miłość i żeby zostać z nami na zawsze.

Jezus kocha nas bardzo mocno, a jednocześnie bardzo mądrze. Mądrość tej miłości polega na tym, że Jezus okazuje każdemu człowiekowi miłość w inny sposób. Była już o tym mowa podczas prelekcji ks. Dziewieckiego (http://rodzina.wiara.pl/doc/1470849.Cialo-i-duch-w-milosci/6)

poradnia dla rodzin w kryzysieW Gnieźnie uruchomiono 8 kwietnia specjalną poradnię dla rodzin w kryzysie „Ognisko nadziei”. Z bezpłatnych porad psychologa, prawnika, mediatora i kapłana będą mogli korzystać wszyscy, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji życiowej. 

„Poradnia ma służyć specjalistyczną pomocą rodzinom i osobom, które znalazły się w kryzysowej sytuacji i nie potrafią sobie samodzielnie poradzić” – mówi ks. prałat Krzysztof Stawski, dyrektor Caritas Archidiecezji Gnieźnieńskiej, która jest współorganizatorem przedsięwzięcia. Jak dodaje, nie chodzi tutaj ściśle o trudności materialne, ale na przykład o problemy wychowawcze, wszelkie uzależnienia, konflikty w rodzinie, zaburzenia osobowościowe, problemy z uwikłaniem w sekty i inne tego typu zagrożenia. „Na pomoc mogą liczyć także samotne matki i kobiety spodziewające się dziecka, które nie mają oparcia w najbliższych, małżeństwa w kryzysie, osoby, które są obciążone nadmiernym kredytem, mają problem z czytaniem i konstruowaniem pism urzędowych. W tym wszystkim będziemy się starali tutaj pomóc” – dodaje dyrektor Caritas.

 

Więcej na: archidiecezja.pl

kongres-malzenstw

Prelekcję zatytułowaną „Ciało i duch w miłości małżeńskiej” wygłosił ks. Marek Dziewiecki podczas II Kongresu Małżeństw w Świdnicy. Ks. Dziewiecki jest doktorem psychologii. Od 1988r.  wykłada psychologię i pedagogikę m.in. w Seminarium Duchownym w Radomiu. Od jesieni 1997r. pełni funkcję Krajowego Duszpasterza Powołań. Jest członkiem Komisji Episkopatu Polski ds. Trzeźwości.

Na samym początku prelekcji ks. Dziewiecki podkreślił, że to Jezus uczy nas kochać. Podstawowym elementem naszej dumy i radości jako chrześcijan powinien być fakt, że jesteśmy dziećmi Boga, który nas rozumie i kocha, który uczy nas kochać siebie nawzajem.

W temacie: „Ciało i duch w miłości małżeńskiej” prelekcja podzielona została na 3 części. W pierwszej części przedstawiono, czym jest ciało w człowieku. Potem omówiono sprawę ducha w człowieku i rolę sfery duchowej. Następnie prelegent wyjaśnił, czym jest miłość małżeńska, do której Bóg uzdolnił ludzi i jaki jest sens ciała w odniesieniu do tej miłości.

Tekst biblijny jest bardzo radykalny w temacie ciała i nie pozostawia wątpliwości, że jest ono bardzo ważnym wymiarem człowieka. My, chrześcijanie, jesteśmy w tym względzie bardziej radykalni niż biologia, gdyż biologia wskazuje, że nasze ciała pochodzą od ciał rozwiniętych wyżej ssaków, natomiast Biblia wskazuje, że nasze ciało jest z ziemi, błota, z prochu, z materii. Jesteśmy więc w pełni materialni, w pełni cieleśni.

Bóg podkreślił ważność ciała poprzez to, że Syn Boży stał się Ciałem. Poprzez akt Wcielenia Syna Bożego chrześcijaństwo jako jedyna religia na świecie tak mocno podkreśla wagę ciała w człowieku. Żaden inny system religijny, filozoficzny czy antropologiczny nie pokazuje tej niezwykłości ludzkiego ciała. Dlatego winniśmy wychwalać Pana Boga za to, że dał nam ciało. Trzeba też podkreślać piękno dobrze przeżywanej cielesności.

Niestety, nie zawsze tak na to patrzymy, przeważnie też nie potrafimy o tym mówić. Dlatego w świecie funkcjonuje pogląd, że chrześcijanie są wrogami ciała.merek-dziewiecki

A przecież jako chrześcijanie mamy powody od samego Boga, by wychwalać Go za to, że dał nam ciało. Naszym zadaniem jest więc pokazywanie światu, uczenie innych ludzi kierowania ciałem. Żeby jednak to robić, należy wyjaśnić parę ważnych kwestii.

Otóż przede wszystkim ciało jest niezwykle istotną częścią człowieczeństwa i naszej natury z woli samego Boga.

Ciało nie jest stworzone przez szatana, czyli nie jest źródłem nieszczęść.

Ciało jest czymś bezcennym, bo sam Bóg stał się Ciałem, byśmy w tej kwestii nie mieli żadnych wątpliwości.

I można by rzec, że od postawy wobec ciała zależy los człowieka.

Przede wszystkim zapomina się dzisiaj, że ciało nie jest człowiekiem, bo człowiek jest nieskończenie większy niż jego ciało. Z tego powodu to człowiek winien kierować ciałem, a nie ciało człowiekiem. Ale jeżeli nie kierujemy dojrzale naszym ciałem, nie rozumiemy naszego ciała, to wtedy ciało przejmuje kontrolę i zaczyna nami kierować. Stajemy się wtedy – jak mówi Biblia – człowiekiem cielesnym. A przecież ciało nie rozumie, kim jest człowiek. Ciało nie jest w stanie kochać, jest tylko w stanie spontanicznie szukać przyjemności.

Ciało może być źródłem błogosławieństwa lub źródłem przekleństwa, ale to nie zależy od ciała, tylko zależy od człowieka, który tym ciałem kieruje, lub pozwala, by ciało nim kierowało.

W każdej sferze: psychicznej, moralnej, duchowej, religijnej, społecznej, także w sferze cielesnej, potrzebujemy pracy nad sobą. Po grzechu pierworodnym nie ma sfery, której nie musielibyśmy wychowywać. W sferze cielesnej ten brak samokontroli i wychowania jest bardzo widoczny. Bardzo łatwo można dostrzec, że są ludzie uzależnieni od ciała. Uzależnienie to przejawia się m.in. w hedonizmie, czyli wyznawaniu poglądu, że przyjemność, rozkosz to najwyższe dobro, cel życia, a oddawanie się przyjemnościom zmysłowym przynosi prawdziwą satysfakcję i szczęście. Od ciała uzależnieni są też erotomani, ludzie leniwi, egoiści.

Człowiek, który się uzależnił od ciała, staje się wrogiem samego siebie. Niby staje się wielkim sprzymierzeńcem ciała, prawie ubóstwia ciało. Skoro jednak ciało to tylko jedna z cząstek człowieka – bo przecież człowiek nie jest ciałem - to ubóstwienie tej cząstki sprawia, że staje się ona rodzajem nowotworu, tzn. „rozwija się” kosztem reszty człowieczeństwa. Prowadzi to do zniszczenia człowieczeństwa. No i w rezultacie tego samo ciało też zginie, bo beze mnie moje ciało nie może przetrwać. Kiedy decyduję się popełnić samobójstwo, bo sobie nie radzę z życiem, to moje ciało też ulegnie śmierci.

Ktoś, kto się poddaje ciału i redukuje siebie tylko do samego ciała, staje się tym samym niewolnikiem ciała i niszczy swoje człowieczeństwo, swoje więzi, sumienie, wolność, swoją zdolność do miłości.

Drugim zagrożeniem w sferze cielesnej jest wrogość wobec ciała i cielesności, walka z ciałem. To zagrożenie występuje może rzadziej, a przynajmniej z zewnątrz trudniej je zaobserwować. Od razu można dostrzec, gdy ktoś jest niewolnikiem swojego ciała, natomiast wrogość wobec ciała jest bardziej ukryta, jest mniej widoczna.

Ta wrogość przejawia się m.in. w tym, że ludzie próbują sobie wmawiać, że są aniołami, że są tylko duchem, a ciało jest czymś bardzo podrzędnym i nieistotnym.

U dziewcząt formą walki z ciałem może być anoreksja czy bulimia, a u nastolatków, chłopaków – każde sięganie po alkohol, narkotyk, ryzykowny tryb życia. Taki nastolatek, a nawet i dorosły często nie zdaje sobie z tego sprawy, że tak naprawdę w ten sposób walczy z własnym ciałem, aż do samobójstwa włącznie.

Widać więc, że ciało pozostawione samo sobie nie wie, kim jest, po co jest, nie wie, jaki jest sens tego ciała. Ciało nie może tego wiedzieć, gdyż ciało nie jest człowiekiem. Ciało nie myśli, można powiedzieć, że jest „głupie”. Ciało nie ma cielesnego rozumu, cielesnej duchowości. Miłość, wolność, rozumność jest w człowieku, a nie w cielesności.

Jeżeli człowiek próbuje w sferze cielesnej kierować się ciałem, kierować się spontanicznością, to będzie postępował w sposób bezmyślny, gorzej niż zwierzę. Zwierzęta są bowiem świetnie zaprogramowane przez Stwórcę i żadne zwierzę nie zrobi sobie krzywdy. Zwierzę nie znęca się nad innymi zwierzętami, natomiast człowiek potrafi się znęcać i to nad najbliższymi – w małżeństwie, w rodzinie. Człowiek potrafi znęcać się także nad samym sobą. Widać to najbardziej wtedy, gdy pobłądzi w sferze cielesnej. Gdy ciało stanie się dla niego bożkiem.

Podkreślić należy, że ciało pozostawione samemu sobie, ulegające spontaniczności, nie ma pojęcia, po co istnieje. Próbuje zagarnąć sobie całą władzę i rządzić człowiekiem, by on kierował się tym, co jest tylko chwilową przyjemnością. Wtedy przestaje być ważne, że ta chwilowa przyjemność za chwilę może doprowadzić wręcz do szpitala czy do więzienia, a nawet do śmierci. Dla tej chwili przyjemności cielesnej człowiek potrafi zrujnować sobie całe życie, sumienie, wolność, miłość, zbawienie, więzi z najbliższymi.

Jest rzeczą wręcz niewiarygodną, jak człowiek obdarzony rozumem i wolnością może aż tak się zniewolić własnym ciałem.

kongres-malzenstwCzwarta prelekcja II Ogólnopolskiego Kongresu Małżeństw w Świdnicy wygłoszona została przez Pana Stanisława Sławińskiego, pedagoga, wykładowcy na Wydziale Nauk Pedagogicznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Prelegent mówił o jedności i autonomii małżonków.

Na początku Pan Stanisław Sławiński zwrócił uwagę na fakt, że żyjemy w narastającym zamęcie pojęć. Ze wszystkich stron docierają do nas rozmaite komunikaty.

Każdy człowiek znajduje się w pewnym środowisku pojęciowym, tzn. używa jakiś nazw, określeń, sformułowań, a są one coraz bardziej mętne i niejasne. Stają się dla nas coraz bardziej nieczytelne. Dotyczy to takich pojęć, jak: życie ludzkie, małżeństwo, rodzina, wychowanie.

Ten zamęt nie jest do końca przypadkowy. Oferowane są ludziom pewne „propozycje” nowoczesnego podejścia do tych zagadnień. Natrętnie promowana nowoczesność kwestionuje najbardziej fundamentalne prawdy o człowieku. Wszystko razem tworzy swoistą kontr-wizję człowieczeństwa.

Przy czym te idee nowoczesności, pojęte w taki sposób, już dawno przestały być sferą wąskich kręgów, żyjących na marginesie społeczeństwa. One zaczynają się rozprzestrzeniać, przez co i nas ogarniają i dotyczą. Co więcej, przenikają nasze myślenie i postrzeganie.

Te idee dominują w mediach, a media są przecież bardzo mocno obecne w naszym życiu. Idee te zaczynają wchodzić także do ustawodawstwa. Konkretnym przykładem może być prawo do zawierania małżeństwa przez pary homoseksualne, istniejące w porządku prawnym niektórych krajów europejskich. Do niedawna było to nie do pomyślenia. Ostatnie wydarzenia w Polsce pokazały, że i my nie jesteśmy wyłączeni z tego procesu.

Ważne jest, by bronić samych siebie przed tego rodzaju nowoczesnością, która nie tylko nas otacza, ale zaczyna przenikać także nasze myślenie. Nie wolno nam ulec złudzeniu, że takie myślenie nas nie dotyczy. Naporowi fałszywych idei trzeba się przeciwstawiać, np. poprzez branie udziału w takich spotkaniach, jak Kongres Małżeństw w Świdnicy.

Konsekwencją bałaganu myślowego, którego jesteśmy dzisiaj świadkami, jest m.in. problem, przedstawiony w niniejszej prelekcji: Jak rozumieć jedność małżonków (małżeńskie „my”) w relacji do autonomii męża i żony (mojego „ja” i „ja” mojego współmałżonka)?

stanislaw-slawinski

Należy zaznaczyć, że rozumienie zarówno tej jedności, jak i autonomii jest bardzo powierzchowne.

Intuicyjne rozumienie jedności małżeńskiej podpowiada, że jest to ogólna zgodność poglądów i działań: to samo uważamy, tak samo działamy. Natomiast autonomia kojarzy nam się często z prawem do posiadania własnych przekonań, dokonywania własnych wyborów: ja uważam, mnie się podoba, moim zdaniem.

Tak pojmowana jedność i autonomia łatwo wchodzą w konflikt. Ten konflikt często w sposób, którego małżonkowie sobie nie uświadamiają, staje się początkiem czy przyczyną pewnego rozłamu między mężem a żoną. W momencie, gdy autonomia weźmie górę w związku (a współcześnie zdarza się to coraz częściej), efektem będzie rozwód i rozstanie.

Pojawia się więc bardzo konkretny problem: jak połączyć budowanie jedności małżeńskiej z zachowaniem prawa do bycia sobą, do bycia „po swojemu”?

Żeby znaleźć dobrą odpowiedź na to pytanie, należy zgłębić sens pojęcia „jedność małżeńska”.

Jedność małżeńska nie polega na tym, że małżonkowie tak samo lub podobnie myślą, patrzą, że mają te same zainteresowania, że lubią tak samo wypoczywać, że w podobny, zbliżony sposób reagują na wydarzenia. W jedności małżeńskiej nie chodzi o to, by małżonkowie byli tacy sami czy jak najbardziej tacy sami.

Gdy małżonkowie tak będą rozumieli jedność małżeńską, będą podejmowali próby upodobnienia się do współmałżonka: ja chcę się upodobnić do współmałżonka, więc odsuwam na bok to, jaka/jaki jestem lub wymuszam za pomocą różnych środków, by współmałżonek upodobnił się do mnie, gdyż JA wiem, jak powinno być dobrze, a TY masz się dostosować [bo w MOIM domu...] Takie działanie to droga donikąd. W taki sposób nie da się osiągnąć jedności małżeńskiej, gdyż nie da się żyć i funkcjonować, jeżeli człowiek nie jest sobą.

Owszem, zdarzają się małżeństwa, które próbują w ten sposób żyć i starają się znaleźć równowagę poprzez stosowanie tej zasady upodabniania się do siebie, i małżeństwa te nie kończą się rozwodem i rozstaniem małżonków. Ale sukces w budowaniu prawdziwej jedności małżeńskiej nie polega tylko na tym, że nie doszło do rozwodu! Trwałość małżeństwa nie oznacza, że małżonkowie żyją w jedności małżeńskiej. Ta trwałość związku jest ogromnie ważna i nie wolno jej lekceważyć, ale to jeszcze nie wystarczy, by uznać, że małżeństwo żyje w jedności. Można bowiem być razem i jednocześnie być od siebie daleko.

Jak więc budować tę jedność? Co pomaga w jej budowaniu?

Można wskazać tu kilka podstawowych i bardzo ważnych spraw:

  1. sposób rozumienia małżeństwa – wprowadzenie jasności odnośnie pojęć, których używamy;
  2. akceptacja, dialog, wdzięczność, przebaczanie;
  3. modlitwa.

Obecnie żyjemy w kulturze post-chrześcijańskiej. Zachód wyparł się swoich korzeni, wyrastających z chrześcijaństwa, i udaje, że tych korzeni nie ma, że one uschły.

Ten współczesny świat zachodni wydobywa, a nawet nobilituje i powoduje swoiste pseudo-usakralnienie autonomii jednostki. W naszym świecie funkcjonuje pewien nowoczesny przesąd, że człowiekowi przysługuje niczym nie ograniczone prawo do życia według własnego widzimisię, a to widzimisię w każdej chwili może się zupełnie zmienić. Pojawia się swoista zasada antropologiczna: „wszystko mogę, co mi się zachce”.

Na tym tle dokonuje się wiele przemian w świadomości społecznej, w tym m.in. demontuje się definicję małżeństwa, wywodzącą się z chrześcijaństwa. Te przemiany w świadomości społecznej są niezwykle istotne, gdyż w ich wyniku i MY zaczynamy inaczej myśleć.

Można zauważyć bardzo spłycone, przypadkowe powody zawierania małżeństwa, np. chwilowe zauroczenie, chęć wyrwania się z domu rodzinnego, sytuacje przymusowe (ciąża przedmałżeńska, pozamałżeńska). Coraz rzadziej dzisiaj (dotyczy to także naszych dzieci) młodzi ludzie myślą o utworzeniu wspólnoty małżeńskiej na całe życie jako o swoim zadaniu, swoim zamiarze. „Nierozerwalność małżeństwa” stało się dla większości ludzi pojęciem pustym, archaizmem.

Dzisiejszy świat interpretuje małżeństwo w kategorii swego rodzaju umowy, kontraktu o wymianie usług z obustronną korzyścią.

My, osoby wierzące, też tak patrzymy, bo taki sposób patrzenia siedzi w nas głęboko. Nie jesteśmy z innego świata,  więc nasiąkamy mentalnością, która nas otacza: małżeństwo ma się opłacać, mamy „prawo do szczęścia”. Jak nie wychodzi, jeśli  małżeństwo się nie opłaca, nie tylko można, ale i trzeba wycofać się z tej umowy. Z takiego myślenia wypływa łatwość decyzji o rozwodzie i akceptacja otoczenia dla rozwodów dzieci, wnuków, znajomych: nowy samochód, nowa żona, nowy dom...

Bolesne jest to, że także środowiska katolickie nasiąknęły tą mentalnością, tak jakby przestały już obowiązywać słowa Jezusa o nierozerwalności małżeństwa. Te słowa: „co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela” zostały w naszym myśleniu jakby unieważnione. Ta przemiana świadomości powoduje więc takie, a nie inne reakcje ludzi, chodzących do kościoła i modlących się, wobec zjawiska rozwodu.

kongres-malzenstwIII prelekcja, wygłoszona podczas II Ogólnopolskiego Kongresu Małżeństw w Świdnicy, zatytułowana była: „Duchowo – cielesna komunia małżeńska”. Wygłosił ją Pan Jacek Pulikowski.    

Co to znaczy: „komunia małżeńska”.

Otóż żyjemy po to, by się zbawić, by być świętymi, a małżeństwo jest dla małżonków wspólną drogą do świętości. Podstawowym więc zadaniem męża jest budowa komunii z żoną i na odwrót: budowa komunii z mężem jest podstawowym zadaniem żony.

Tutaj pojawia się cały problem komunikacji małżeńskiej, w której często pojawia się np. krzyk, wyzwiska. W ten sposób, poprzez nieumiejętność rozmawiania ze sobą o trudnych sprawach, niszczona jest więź między małżonkami.

Jan Paweł II mówił, że komunia między małżonkami kształtowana ma być na „wzór komunii Osób Boskich”. Jest to porażająca wizja dla chrześcijanina. Przecież głębi i wielkości komunii Osób Boskich żaden człowiek nie potrafi sobie nawet wyobrazić. Dlatego tak naprawdę pogłębianie komunii między sobą jest dla małżonków zadaniem na całe życie. I to jest małżeńska droga do świętości.

Ta droga nie jest łatwa. Utrudnia ją inność drugiego człowieka. Każda osoba jest odrębna, inna w swej istocie, a dodatkowo kobieta bardzo różni się od mężczyzny. Dlatego komunia osób w małżeństwie jest największą więzią, jaka może się między ludźmi pojawić.

Ta komunia to najpełniejsza forma miłości międzyludzkiej. Owocuje ona dzieckiem, czyli udziałem w stwórczym akcie Boga, i stwarza najlepsze warunki do rozwoju małego człowieka. Następnie prelegent wskazał dwa prawdziwe źródła szczęścia człowieka. Są to:

  • wolność rozumiana jako dojrzałość osoby do wyboru dobra i odrzucenia zła bez względu na warunki; taki człowiek może zostać zabity, ale nie można go pozbawić tej wewnętrznej wolności;
  • relacje z ludźmi.

Najgłębszą relacją jest miłość, a wśród nich najgłębszą jest więź małżeńska, czyli relacja oparta na bezinteresownym darze z siebie samego (zob. Gaudium et spes, 24). Nie ma innej drogi do szczęścia, jak tylko poprzez bycie darem. Miłość to bezinteresowny dar z siebie samego – osoba która nie jest wolna, nie jest dojrzała, nie może wejść w relację miłości. Egoista nie może wejść w relację miłości. Taki człowiek często się rozwodzi i uważa, że ma pecha, tymczasem problem tkwi w nim. To on nie nadaje się np. na męża. Także i w małżeństwach często małżonkowie funkcjonują w sposób egoistyczny, wybierając dla siebie najlepsze „kąski”. Nie chcą zaryzykować tego bycia bezinteresownym darem z siebie samego.

Małżeństwo nie jest jedyną drogą do świętości, ale dla ludzi, którzy zawarli ten sakrament, taką drogą się staje. Warto więc wiedzieć, że od momentu podjęcia decyzji o małżeństwie, człowiek decyduje się na to, że pierwszą relacją międzyludzką dla niego będzie odtąd relacja ze współmałżonkiem – do końca życia. Nie da się tego odwołać. Nie odwołuje tego nawet wchodzenie w kolejne związki. Człowiek, który zniszczył swoją relację małżeńską, do końca życia nie będzie szczęśliwy. Może się urządzić w życiu, zabawić się, ale do końca życia będzie dźwigał ciężar zniszczonej relacji małżeńskiej.jacek pulikowski

Relacja z dziećmi jest dla małżonków na drugim miejscu. Pan Jacek Pulikowski wskazał przy tym, że dla rodziców ważne są wszystkie dzieci. Gdy jedno z nich „zejdzie na manowce”, rodzice nie będą potrafili być szczęśliwi. Podobnie jak Jezus, który zostawia 99 owiec, by szukać tej jednej, zabłąkanej, zaginionej.

Dopiero potem są inni ludzie, których zaprasza się do bliższej relacji. Są jednak wśród nich szczególni ludzie – czworo ludzi – którzy są szczególnie istotni dla komunii małżeńskiej. Są to rodzice i teściowie. Od tych relacji nie można uciec.

Nawet jeśli z teściami nie utrzymuje się żadnego kontaktu, to jednak bez tej relacji nie zbuduje się szczęśliwej relacji ze współmałżonkiem, którego rodziców się odrzuca. Mając w nienawiści matkę, nigdy nie zbuduje się dobrej, prawdziwej więzi z córką, która przecież nosi w sercu swoją matkę, jaka by ona nie była.

Dlatego trzeba troszczyć się o relacje z ludźmi trudnymi, choćby miała to być jedynie wewnętrzna życzliwość do nich. Trzeba pamiętać, że to oni przekazali nam życie. Jeśli mamy siebie nawzajem prowadzić do świętości, to winniśmy sobie ułatwiać, a nie utrudniać wypełnianie IV przykazania: Czcij ojca swego i matkę swoją.

Żeby zrozumieć tę więź małżeńską między mężem i żoną, trzeba zrozumieć miejsce człowieka w świecie. Jako przykład prelegent wskazał symbol nieskończoności „∞”, gdzie jedna „pętelka” oznacza świat materii, a druga – świat ducha. Człowiek znajduje się w punkcie przecięcia tych dwóch światów. Człowiek jest jedynym punktem wspólnym, jedyną istotą, która przynależy jednocześnie do świata materii i do świata ducha. I taki człowiek ma wchodzić w relację z drugim człowiekiem.

Do świata materii docieramy za pomocą pewnych narzędzi, którymi są nasze zmysły (węch, dotyk, powonienie itd.). Ten świat materialny odbierany jest bardzo konkretnie. Natomiast dotrzeć do świata ducha jest trudniej. Żeby tu dotrzeć, korzysta się z następujących narzędzi: myśl, modlitwa, sakramenty. Świat ducha manifestuje się jednak w sposób czytelny dla nas poprzez nasze zmysły. Jest to: cielesność Chrystusa, objawienia, które ludzie widzą i słyszą, zapachy, które można poczuć podczas zwracania się z prośbą o wstawiennictwo do konkretnych świętych, rozmaite cuda i uzdrowienia.

Człowiek jest istotą trójwymiarową: cielesno-psychiczno-duchową. Świat nas mami, że w wymiarze ciała człowiek może osiągnąć szczęście. Jest to oszustwo, bo w wymiarze ciała można co najwyżej osiągnąć przyjemność. W wymiarze psychicznym sięga się wyżej i głębiej: można przeżyć radość. Szczęście – prawdziwe i zarezerwowane dla człowieka – można osiągnąć tylko w wymiarze duchowym. Szczęśliwy może być tylko człowiek, który jest i staje się taki, jakim stworzył go Bóg. Gdy człowiek realizuje zamysł tego, do czego stworzył go Bóg, jest szczęśliwy.

kongres-malzenstwDrugą prelekcję Kongresu wygłosił Pan Mieczysław Guzewicz na temat: „A tak już nie są dwojgiem, lecz jednym ciałem” (Mt 19,6) – Budowanie jedności duchowej w małżeństwie.

Na początku Pan Guzewicz „przedstawił” za pomocą zdjęć swoją rodzinę: żonę Jolę i troje dzieci. Wspomniał, że zadano mu pytanie: „Dlaczego nie jest na tym Kongresie z żoną?” Pan Guzewicz w odpowiedzi wskazał, że w tę sobotę, o 9-ej rano, jego żona śpi, gdyż zakończyła drugi z rzędu nocny 12-godzinny dyżur, a jutro idzie na trzeci taki dyżur. Żona z zawodu jest pielęgniarką.

Pan Guzewicz z ogromnym entuzjazmem i przejęciem zmierzył się z tym tematem jedności w małżeństwie. Przede wszystkim wskazał, że gdy chcemy się czegoś dowiedzieć, najlepiej szukać tego w Słowie Bożym, czyli w Piśmie Świętym. To właśnie Słowo powinno być na początku myślenia o małżeństwie, zastanawiania się nad nim, nad rodzicielstwem i nad rodziną. Tekst biblijny o małżeństwie i rodzinie to Słowo Boże, a Ono zawsze jest żywe i skuteczne (por. Hbr 4,12).

Wystąpienie Pana Mieczysława Guzewicza zostało podzielone na 5 części:

  1. Nauczanie Jezusa jako punkt wyjścia w rozważaniach o małżeństwie czy rodzicielstwie
  2. „Od początku” - rozwinięcie tego pojęcia
  3. Co o małżeństwie mówi św. Paweł
  4. Ikona Trójcy – myśli bł. Jana Pawła II na temat małżeństwa i rodziny
  5. Budowanie jedności w wymiarze praktycznymmieczyslaw guzewicz

1.
Na początku wspólnie odczytaliśmy na głos słowa Ewangelii: „Gdy Jezus dokończył tych mów, opuścił Galileę i przeniósł się w granice Judei za Jordan. Poszły za Nim wielkie tłumy, i tam ich uzdrowił. Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, i zadali Mu pytanie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On odpowiedział: «Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę? I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela». Odparli Mu: «Czemu więc Mojżesz polecił dać jej list rozwodowy i odprawić ją?»Odpowiedział im: «Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony; lecz od początku tak nie było.” [Mt 19,1-8]

Gdy faryzeusze zaczęli z Jezusem rozmawiać na temat małżeństwa, nie byli wcale zainteresowani poszerzeniem swoich horyzontów, zdobyciem wiedzy o małżeństwie. Oni chcieli Jezusa skompromitować.

Pytanie, zadane przez faryzeuszy, to pytanie naszej współczesnej cywilizacji: „Dlaczego się nie rozwodzić?”

kongres-malzenstwW dniach 5-7.10.2012r. po raz drugi odbył się w Świdnicy Ogólnopolski Kongres Małżeństw. Tytuł tego Kongresu: „Duch i ciało”.

Na początku wszystkich przywitał organizator ks. Roman Tomaszczuk. Podkreślił, że poprzez to wydarzenie chcemy przekazać światu, że Pan Bóg miał rację, stwarzając, powołując człowieka jako mężczyznę i kobietę. To, co najważniejsze, dzieje się między małżonkami, i dotyczy sakramentalności małżeństwa.

Potem słowo powitania wygłosił prezydent Miasta Świdnica Pan Wojciech Murdzek. Ucieszył się, że stworzyła się tradycja spotkań małżeńskich, podczas których jest szansa duchowego wzrastania i obcowania z czymś dobrym i pięknym. Nazwał te spotkania odtrutką na zło, które próbuje nas zalać. Pan prezydent życzył obecnym, by ten wspólnie spędzony czas był czasem błogosławionym i by uczestnicy nabrali siły, żeby być świadkami tam, gdzie są, gdzie pracują, odpoczywają, gdzie podejmują różne wyzwania. Świadczyć zaś mają o tym, że miłość małżeńska, zakorzeniona w Chrystusie, w towarzystwie Chrystusa, jest czymś pięknym i nie do zastąpienia, czymś, co buduje każdego z nas jako osobę.

Pan prezydent wskazał też na pewną nowość obecnego Kongresu, a jest nią od 8.05.2012r. patronat bł. Jana Pawła II nad Świdnicą jako pierwszym miastem w Polsce. Podkreślił, że bł. Jan Paweł II zrobił wiele dla umacniania miłości małżeńskiej i pokazywania jej piękna, a także bronił godności osoby ludzkiej i osób związanych tym sakramentem. Wyraził nadzieję, że jako patron Świdnicy, papież będzie „towarzyszyć” wszystkim kongresowym spotkaniom i prelekcjom.

Zebranych pozdrowiła także w imieniu starosty oraz zarządu powiatu świdnickiego pani wicestarosta  Alicja Synowska. Zauważyła ona, iż w dzisiejszym świecie bardzo mało mówi się o takich wartościach, jak miłość małżeńska czy rodzina. Małżeństwo i rodzina to nie jest droga łatwa, ale może być ona piękna.

karol meissner

Następnie ks. bp Ignacy Dec wyraził wielką radość, że młoda świdnicka diecezja nabiera takiego rozmachu: oto udało się zorganizować II Ogólnopolski Kongres Małżeństw. Ks. biskup wskazał, że odrodzenie społeczne przyjdzie przez odrodzenia małżeństwa i rodziny. Cywilizacje europejskie upadały wtedy, gdy małżeństwa i rodziny były w kryzysie. Obecnie obserwuje się próby redefiniowania małżeństwa. Jest to bardzo groźne zjawisko, bo gdy człowiek chce poprawić Pana Boga, to przegrywa. Cały czas musimy mieć na uwadze, że ludzie myślący, wolni, kochający reprezentują stworzenie wobec Boga, ale i Boga wobec stworzenia, gdyż w nas spotyka się świat duchowy i cielesny. Ks. biskup przypomniał, że to bł. Jan Paweł II jako pierwszy użył pojęcia „communio personarum”, czyli komunia osób, i odniósł je przede wszystkim do wspólnoty małżeńskiej. To, co ten papież napisał i powiedział odnośnie małżeństwa i rodziny, jest szczególną wartością dla dzisiejszej ludzkości i dla Kościoła. Ks. biskup podziękował małżonkom za przyjazd na Kongres, za ich obecność i podkreślił, że obecność to jest zawsze pierwszy dar człowieka - zanim coś zrobimy, powiemy, nasza obecność serdeczna i życzliwa stanowi pierwszy dar, jaki możemy nawzajem sobie ofiarować.

Po powitaniach po raz pierwszy rozdane zostały nagrody Amicus Matrimoniorum, czyli nagrody dla ludzi, którzy „w sposób wybitny przysłużyli się propagowaniu, rozwojowi i ochronie prawdy o małżeństwie”. Przyznano je ks. bp. Ignacemu Decowi, pani Wandzie Półtawskiej oraz o. Karolowi Meissnerowi OSB.         

Pierwszą prelekcję wygłosił o. Karol Meissner OSB. Wg programu prelekcja miała dotyczyć tematu: „Wychowanie – komplementarność czy manicheizm?”. Ojciec wskazał jednak na początku swojego wystąpienia, że temat ten trochę zmodyfikował.

Ponieważ od 40 lat posługuje on małżeństwom i rodzinom, zgromadzonym m.in. w ruchu Domowego Kościoła, więc zna dobrze rzeczywistość małżeńską. Sam także we własnej, bardzo licznej rodzinie, doświadczył tragedii rozwodu, bo jak sam policzył, w 4 pokoleniach było aż 20 rozwodów. Ostatni odbył się po 5 latach od pobłogosławienia przez ojca małżeństwa osoby mu bliskiej: żona opuściła męża i małżeństwo się rozsypało.

logo-kongresu-mPierwszą prelekcję tematyczną Kongresu wygłosił o. Ksawery Knotz, kapucyn, który mówił o akcie małżeńskim jako znaku jedności małżeńskiej.

Prelegent podkreślił, że nasze człowieczeństwo, będące odbiciem obrazu Boga w nas, przejawia się nie tylko w tym, że mamy rozum i że jesteśmy wolni, co pozwala nam decydować o swoim życiu. Jest jeszcze jedna cecha tego obrazu: męskość i kobiecość. Bóg stworzył człowieka na swój obraz jako tych, którzy się kochają, którzy mają obdarzać się miłością na wzór Trójcy Świętej. W związku z tym w każdym człowieku jest tęsknota za miłością wierną i wieczną, bezinteresowną, taką, jaką kocha nas Pan Bóg.

O. Knotz wskazał na Adama i Ewę jako pierwsze małżeństwo. Ten obraz nie jest doświadczeniem historycznym, które nie ma na nas wpływu; ten obraz pierwotnej szczęśliwości, jedności między mężczyzną i kobietą tkwi w nas głęboko i nie da się tego wymazać – tej miłości nie umiemy czasem realizować, ale nieustannie za nią tęsknimy.

Bóg jednoczy małżonków w całej pełni ich ludzkiego doświadczenia: duchowo, psychicznie, ale i cieleśnie, poprzez seksualność. Bóg przychodzi, objawia się w więzi (relacji) małżeńskiej między kobietą i mężczyzną, którzy w sakramencie małżeństwa tworzą widzialny znak niewidzialnej łaski. Budowanie więzi jest procesem. Ludzie dźwigają bagaż swojego życia i z nim wchodzą w małżeństwo. To właśnie dzięki współmałżonkowi, przy nim i z jego pomocą Pan Bóg chce każdemu człowiekowi pomóc lub coś mu powiedzieć.

logo-kongresu-mDrugi dzień Kongresu rozpoczął Pan Mieczysław Guzewicz, który wygłosił prelekcję na temat wartości małżeństwa.

Pan Guzewicz zwrócił uwagę na fakt, że chociaż dotąd odbywało się wiele kongresów rodzin, to jest to pierwszy kongres, dotyczący małżeństwa. I mimo że rodzina jest bardzo ważna, to nie jest najważniejsza. Najważniejsze jest małżeństwo. Współcześnie rodziny przeżywają głęboki kryzys dlatego, że małżeństwo przeżywa głęboki kryzys. Ten kryzys jest spowodowany celowymi i zaplanowanymi atakami na małżeństwo.

Małżeństwo jest fundamentem rodziny, dlatego małżonkowie powinni szczególnie dbać o jego jakość. W tym miejscu prelegent podkreślił, jak wielkie to wyzwanie dla mężczyzn, którzy są szczególnie odpowiedzialni za kształt świata. Otóż kształtowanie świata zaczyna się w małżeństwie i rodzinie. Mąż odpowiada za uśmiech i radość żony i dzieci, a przez to - za radość i szczęście świata. Dlatego każdy z małżonków musi sobie nieustannie zadawać pytanie: „Czy to, co robię, służy dobru mojego małżeństwa?” I postępować w zależności od odpowiedzi, jaką samemu lub dzięki współmałżonkowi się znajdzie.

Prelegent podkreślił, że od dnia zawarcia sakramentu małżeństwa na pierwszym miejscu dla każdego jest współmałżonek, na drugim miejscu są dzieci, a na trzecim i dalszych wszystko to, co dodatkowe: rodzice, rodzeństwo, znajomi, praca, hobby, itd., itp. Tylko zachowanie takiej hierarchii wartości pomoże właściwie i prawidłowo kształtować nie tylko własne małżeństwo, ale i wychowywać dzieci: „Taka jest młodzież, jakie są małżeństwa ich rodziców”

Pan Guzewicz podkreślił, opierając się na przeprowadzonych z młodzieżą rozmowach, że dzieciom najbardziej jest potrzebna nie miłość rodzicielska (czyli miłość rodziców do dzieci), ale miłość wzajemna ich rodziców: „to, co ja jako ojciec trojga dzieci mogę im dać najpiękniejszego, to nie kochać je, lecz ich matkę” (cytat Josha McDowella). Opowiedział też nam przejmującą opowieść: Podczas pewnych rekolekcji, które Pan Guzewicz prowadził, podeszła do niego siedemnastolatka i podziękowała mu za to, co mówił o małżeństwie. Jej rodzice się rozwodzą. Ojciec się wyprowadził, ale spotykał się z nią i zapewniał o swojej miłości, o tym, że mimo rozwodu ją kocha i że to jest najważniejsze. Dziewczyna przerwała ojcu i powiedziała, że ona wcale nie chce, aby on ją kochał, ale by kochał mamę...

Prelegent podkreślił, że: „najlepszą inwestycją dla dzieci jest inwestycja w swoje małżeństwo” i „takie będą Rzeczypospolite, jakie w nich małżonków miłowanie”.

logo-kongresu-mW sobotę drugim prelegentem był o. Mirosław Pilśniak OP, który przedstawił ogólne zasady metody komunikacji małżeńskiej – Warto się uczyć! O. Pilśniak jest krajowym duszpasterzem ruchu Spotkania Małżeńskie, który jest ruchem rekolekcyjnym, zajmującym się pogłębianiem więzi małżeńskiej. Podczas rekolekcji małżonkowie uczą się takiej formy dialogu, która pomaga im nawzajem głębiej się poznawać, rozumieć, a także w przypadku nieporozumień czy konfliktów wskazuje jak konstruktywnie je rozwiązywać.

Na początku prelegent wskazał, czym jest dialog. Dialog nierozerwalnie związany jest z prawdą. Człowiek musi być przekonany o istnieniu obiektywnej prawdy, a także o tym, że jest zdolny do jej częściowego poznania i pójścia za nią. Bez prawdy nie ma dialogu, ponieważ to ona jest fundamentem każdej rozmowy.

Dialog składa się z kilku elementów:

  • słuchania,

  • rozumienia,

  • dzielenia się, czyli ofiarowania drugiemu siebie przez mówienie o sobie, o tym, co się przeżywa,

  • przebaczenia, gdyż w spotkaniu z drugim człowiekiem zawsze czegoś będzie brakowało, nie zawsze do końca wszystko zostanie prawidłowo zrozumiane – i trzeba to przyjąć.

Dialog jest jedną z dróg prowadzenia życia duchowego, gdyż jest to droga do „poznawania prawdy o mnie i o tobie.” Można powiedzieć, że życie duchowe realizuje się w dialogu osób.

logo-kongresu-mPani Monika Gajda w swoim wystąpieniu przedstawiła zagadnienie erosa i agape – czyli dwóch kierunków miłości małżeńskiej.

Agape, czyli miłość ofiarna, skłonna do poświęceń i samozaparcia, wydaje się nierozłącznie związana z miłością małżeńską. I tak jest. Prędzej czy później pojawią się w życiu małżonków sytuacje, które nierozerwalnie będą wiązały się z cierpieniem, bólem; które będą wymagały zapomnienia o sobie, a skupienia się na drugim człowieku. Problem w tym, by ten aspekt miłości nie zdominował małżeństwa. By nie zaczęło się ono kojarzyć tylko z trudem, problemami, kłopotami, ciężarem i krzyżem małżeńskim. Niedobrze by było dla małżeństwa i wcale nie pomogłoby to w dochowaniu przysięgi małżeńskiej, gdyby na małżeństwo i miłość małżonków patrzeć jedynie, lub chociażby w przeważającej części, przez pryzmat poświęcenia i ofiary.

Ważne, by małżonkowie nieustannie pamiętali o drugim wymiarze małżeństwa, który nazywamy erosem. W małżeństwie zarówno mężczyzna, jak i kobieta nie mogą pozwolić sobie na zapomnienie, że to właśnie ten wymiar miłości, to zauroczenie pięknem drugiej osoby, szukanie jej bliskości nie tylko cielesnej, ale bliskości w sensie spotkania, przyjacielskiej rozmowy, wzajemnego zainteresowania leżało u podstaw decyzji o związku wiernym i wyłącznym do końca życia, jaka została podjęta w jakimś konkretnym czasie.

Każde z małżonków musi podejmować trud starania się o bycie atrakcyjnym dla współmałżonka, o znalezienie czasu w ciągu dnia lub tygodnia, by tę małżeńską więź szczególnie pielęgnować, by o nią dbać. Pani Gajda pięknie nazwała ten trud „świętowaniem małżeństwa”. To nie muszą być wielkie gesty. Wystarczy światło świecy podczas kolacji we dwoje, lampka wina, wypita wspólnie z małżonkiem na koniec męczącego dnia. Może to być wspólny spacer (nawet z psem, jeśli trzeba połączyć to z obowiązkiem). Chodzi o to, by był to czas tylko i wyłącznie dla małżonków; czas, w którym na powrót stają się dla siebie oblubieńcem i oblubienicą i w którym wracają bądź odkrywają na nowo całą głębię męskości i kobiecości, która kiedyś tak ich w sobie nawzajem zafascynowała.

Niestety, łatwo o tym zapomnieć bądź uznać, że w taki sposób to można zachowywać się przed ślubem, a potem, to nie dość, że nie wypada, to nie ma na to czasu. Przy takim myśleniu zaczyna się powolny zmierzch małżeńskiej więzi. Może też rozpocząć się proces „anty uwodzenia”, który polega na narzekaniu i zrzędzeniu. Nie ma nic lepszego, by zrazić do siebie współmałżonka.

logo-kongresu-mOstatnią sobotnią prelekcję pt. „Małżeństwo: osobowość-dialog-sakrament” wygłosili Państwo Irena i Jerzy Grzybowscy, założyciele ruchu „Spotkania Małżeńskie”. W swoim wystąpieniu bardziej szczegółowo przybliżyli trudności związane z nawiązaniem dialogu, o którym mówił już o. Mirosław Pilśniak OP.

W spotkaniu dwóch osób bardzo ważne jest otwarcie się na drugiego człowieka. Przejawia się ono w przyjęciu następującej postawy podczas rozmowy:

  • bardziej słuchać niż wszystko wiedzieć

  • bardziej rozumieć niż oceniać

  • dzielić się sobą

  • uznać, że drugi człowiek nie jest „winny” - on jest „inny”, co umożliwia przebaczenie.

Państwo Grzybowscy zaproponowali, by spojrzeć na sakrament małżeństwa jako na dar łaski, która umacnia małżonków w dialogu, w działaniu: pomaga im bardziej rozumieć, słuchać, dzielić się sobą, przebaczać. W ten sposób dialog prowadzi do spotkania, które jest komunią osób. Warto uświadomić sobie, że to dialog towarzyszy zawieraniu sakramentu małżeństwa.

Mężczyzna i kobieta różnią się od siebie. Ważne jest, by tej odrębności nie wtłoczyć w funkcjonujące w świecie mity i stereotypy odnośnie płci, dotyczące zachowań, postępowań, sposobu myślenia i reagowania. Nie wolno ulegać determinizmowi, ku któremu skłaniają nas statystyki. One opisują pewną rzeczywistość, ale warto pamiętać, że podczas spotkania drugi człowiek może ten statystyczny opis swojej osoby przekroczyć, zakwestionować. Godność mężczyzny i kobiety polega na tym, by widzieć ich piękno, to, jakimi Bóg ich stworzył.

logo-kongresu-mDrugi dzień kongresu wypełniły konwersatoria. Przypomnijmy ich tematy:

  • „Spowiedź małżonków – wyzwania, praktyka, trudności” - ks. Ryszard Różycki

  • „Sakrament – siła do życia i cierpienia” - ks. Jarosław Lipniak

  • „Kościół w domu czy dom Kościołem?” - ks. Aleksander Radecki

  • „Feminizm i mężczyźni” - ks. Marek Dziewiecki

  • „Wstrzemięźliwość okresowa czy antykoncepcja po katolicku?” - Monika Gajda

  • „Jak pomóc osobie w kryzysie małżeńskim?” - Irena i Jerzy Grzybowscy

  • „Dlaczego duszpasterstwo małżeństw sakramentalnych?” (spotkanie dla doradców życia rodzinnego) - Mieczysław Guzewicz

  • „Problemy płodności małżeńskiej; in vitro i naprotechnologia” - Artur i Marta Ziębowie

Niestety, z powodu ograniczenia czasowego mogliśmy wziąć udział jedynie w dwóch z nich. Jako pierwsze wybraliśmy konwersatorium u Państwa Ireny i Jerzego Grzybowskich na temat „Jak pomóc osobie w kryzysie małżeńskim?”

Na początku tego spotkania Państwo Grzybowscy podzielili się swoimi doświadczeniami i przemyśleniami odnośnie tego, jak najlepiej pomóc tym, którzy znajdują się w kryzysie małżeńskim. Przede wszystkim zwrócili uwagę na uczucia i emocje. Trzeba pozwolić, by wybrzmiały uczucia osoby, która w takim kryzysie się znajduje: pozwolić jej mówić o tym, co czuje i przeżywa bez oceniania tych uczuć, nawet najbardziej negatywnych i trudnych. Jednocześnie należy pilnować własnych emocji, jakie rodzą się pod wpływem słyszanych słów, i nie pozwolić, by to one nami kierowały. Nie wolno działać czy mówić nie tylko pod ich wpływem, ale także pod presją czasu („natychmiast”, „zaraz”, „już”).

logo-kongresu-mDrugie konwersatorium, w którym uczestniczyliśmy, na temat: „Dlaczego duszpasterstwo małżeństw sakramentalnych?” prowadził Pan Mieczysław Guzewicz. W odpowiedzi na słowa, pojawiające się pod wcześniejszymi tekstami, wyjaśniamy, że prelegent i cały Kongres traktował o małżeństwach sakramentalnych. Było to tak oczywiste, że nikt tego nie podkreślał. To rozumiało się niejako samo przez się. Co więcej, Pan Mieczysław Guzewicz w swoich wystąpieniach podkreślał, jak bardzo istotne i ważne jest powstanie Duszpasterstwa Małżeństw.

W naszym kraju prężnie działa Duszpasterstwo Rodzin, ale w ramach tego Duszpasterstwa niewiele dzieje się, jeśli idzie o prowadzenie małżeństw w ich wspólnej drodze. Dochodzi więc do tego, że formowane są rodziny, a małżeństwa się rozpadają. Pan Guzewicz wskazał, powołując się na słowa bł. Jana Pawła II, że małżeństwo i rodzina to dwie różne rzeczywistości: „Rodzina jest instytucją, u podstaw której stoi małżeństwo. Nie można w życiu wielkiego społeczeństwa ustawić prawidłowo rodziny, nie ustawiając prawidłowo małżeństwa. Nie znaczy to jednak, że małżeństwo należy traktować tylko i wyłącznie jako środek do celu, którym jest rodzina. Jakkolwiek bowiem małżeństwo naturalną drogą prowadzi do jej zaistnienia i powinno być na nią otwarte, to jednak przez to samo małżeństwo bynajmniej nie zatraca się w rodzinie. Zachowuje ono swą odrębność jako instytucja, której wewnętrzna struktura jest inna, różna od wewnętrznej struktury rodziny” [Karol Wojtyła, „Miłość i odpowiedzialność”, Lublin 2001r.- wykłady w latach 1958-1959, s.194-195] Żeby więc pomagać rodzinie, trzeba wspierać małżeństwa, prowadzić je i formować. Stąd właśnie wypływa konieczność Duszpasterstwa Małżeństw.

Jak już wyżej napisano, małżeństwo i rodzina to dwie odrębne rzeczywistości. Dzięki małżeństwu powstaje rodzina, ale małżeństwo w rodzinie się nie zatraca, gdyż jest ono czymś innym niż rodzina. Małżeństwo nie przekształca się w rodzinę z chwilą pojawienia się dzieci. Sakrament trwa nadal, nie zmienia się w sakrament rodzicielski, ojcowski bądź macierzyński.

Małżonkowie potrzebują bardzo konkretnych działań, które skierowane będą bezpośrednio do nich, jako do męża i żony.

Pan Guzewicz wskazywał, że powstanie takiego Duszpasterstwa jest odpowiedzią na pojawiające i nasilające się ataki zarówno ideologiczne, jak i w dziedzinie prawa na małżeństwo i rodzinę. Większość małżeństw nie poradzi sobie z takimi atakami, gdyż małżonkowie nie są do tego dostatecznie dobrze przygotowani. Trzeba przyjąć, że niewielu małżonków w chwili zawierania małżeństwa zdaje sobie sprawę z jego piękna, wielkości, świętości i nierozerwalności. Dlatego trzeba podejmować rozmaite działania w celu podnoszenia tej świadomości w miarę upływu lat wspólnego życia łaską sakramentu.

logo-kongresu-mTe małżeństwa się rozpadają, gdzie jest za mało miłości, bądź gdzie oparto się na nie-miłości. Najbardziej stajemy się podobni do Boga, gdy kochamy na zawsze, nieodwołalnie, a więc małżeństwo to najlepsza recepta na świętość.

Niedzielne spotkanie rozpoczęło się prelekcją na temat: „Jaka miłość jest fundamentem małżeństwa i rodziny?”, którą wygłosił ks. Marek Dziewiecki. Na samym jej początku prelegent wskazał, że sama miłość nie wystarcza, by zawrzeć dobre małżeństwo. Do tego, by małżeństwo było dobre, potrzebna jest spójna osobowość mężczyzny i kobiety. Ks. Dziewiecki, powołując się na Słowo Boże podkreślił, że niedobrze człowiekowi być samemu. Bóg sam to dostrzegł i temu zaradził, dając mężczyźnie kobietę, ale i kobiecie mężczyznę. Stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo i warto zauważyć, że Bóg jest Rodziną: jest Ojciec, Syn i Duch Św., którzy tak się kochają, że utożsamiają się ze sobą.

Człowiek jest powołany do miłości i świętości, ale nie do jakiejkolwiek miłości, lecz do miłości małżeńskiej. Pierwsze polecenie, dane człowiekowi, nie jest wcale związane z Bogiem, ale z miłością małżeńską – z płodnością: „Tak się pokochajcie, byście zawsze byli razem, nieodwołalnie, byście chcieli się tą miłością dzielić – byście chcieli mieć dzieci.” Los doczesny człowieka, a w konsekwencji i los wieczny, najbardziej zależy od małżeństwa i rodziny; od tego, co dzieje się między mężem a żoną. Ks. Dziewiecki zauważył też, że Pan Bóg wie, co jest dla człowieka najlepsze, a tymczasem współczesny człowiek kpi z Boga i człowieka, gdyż walczy z małżeństwem i rodziną. Warto pamiętać, że wypełnianie Bożej woli to oparcie małżeństwa na miłości. Te małżeństwa się rozpadają, gdzie jest za mało miłości, bądź gdzie oparto się na nie-miłości.

Najbardziej stajemy się podobni do Boga, gdy kochamy na zawsze, nieodwołalnie, a więc małżeństwo to najlepsza recepta na świętość. Przysięga małżeńska zawiera obietnicę, że „będę postępował wobec Ciebie tak, jak czyni to Bóg: będę kochał tak, jak On kocha człowieka, czyli wiernie i na zawsze.” Jeśli chcemy być podobnymi do Boga, musimy kochać na zawsze, do końca.

Warto w tym momencie uświadomić sobie, czym miłość jest, a czym nie jest. Prelegent wskazał najważniejsze mity i ideologie na temat miłości, nie mające z nią jednak nic wspólnego:

logo-kongresu-m

Ostatnią prelekcję I Ogólnopolskiego Kongresu Małżeństw na temat „Moralne wyzwania miłości małżeńskiej” wygłosił ks. Ryszard Różycki, wykładowca teologii moralnej i spowiednictwa w Wyższym Seminarium Duchownym w Pelplinie.

Prelegent wskazał, że wyzwania miłości małżeńskiej, o których mowa w tytule jego wystąpienia, to cele i zadania do realizacji. Wyznacza je sama istota małżeństwa.

Małżeństwo to przymierze mężczyzny i kobiety, zawarte dla ich dobra, a także w celu zrodzenia potomstwa. Budowaniu małżeńskiej wspólnoty służy miłość, wierność i uczciwość, ślubowane na początku wspólnej drogi dwojga ludzi. Pomocą podczas tworzenia tej wspólnoty jest jej sakramentalność i otwartość małżonków na życie Boga wśród nich.

W adhortacji „Familiaris consortio” (n. 17) bł. Jan Paweł II wskazywał, że małżeństwo i rodzina są posłane, by stawać się coraz bardziej wspólnotą dobra i miłości. Żeby jednak wiedzieć, w jaki sposób korzystać z miłości, wierności i uczciwości, by zbudować dobre, szczęśliwe małżeństwo, a co za tym idzie, dobrą, szczęśliwą rodzinę, warto bliżej zagłębić się w to, czym jest budulec, którym człowiek buduje. MIŁOŚĆ to wyzwanie, do którego trzeba dążyć, dorastać; to zadanie na całe życie.

Warto pamiętać, że przysięga małżeńska rozpoczyna tę drogę dorastania, a nie ją kończy.

Miłość ma stawać się cnotą – ma być znakiem jedności, uzdalniać do czynienia dobra drugiemu człowiekowi. Miłość wymaga stałego, wytrwałego, konsekwentnego, ale i ofiarnego działania. Prelegent wskazał, że mąż w tym ma znajdować szczęście (poczucie wewnętrzne, pewność wewnętrzną), że żona, dzieci czują się przy nim dobrze, bezpiecznie.

W dniach 22-24 kwietnia w Sanktuarium Maryjnym w Licheniu odbyła się konferencja - warsztaty dziennikarskie traktujące o bardzo szerokich, a w ostatnim czasie mocno kontrowersyjnych zagadnieniach związanych z bioetyką. To już piąte spotkanie, na które Księża Marianie zapraszają środowiska dziennikarskie i ludzi związanych z poruszanymi zagadnieniami. Tak jak w poprzednich latach, patronat nad konferencją objęli: Konferencja Episkopatu Polski, Polska Agencja Prasowa oraz Katolicka Agencja Informacyjna. Konferencję i dyskusję prowadził ks. dr Józef Kloch, rzecznik prasowy KEP, doktor filozofii, dziennikarz, autor kilkudziesięciu prac z zakresu filozofii nauki, sztucznej inteligencji, zastosowań informatyki i dydaktyki komputerowej. Zaproszenie do wygłoszenia prelekcji przyjęli księża teolodzy, moraliści, etycy oraz osoby świeckie reprezentujące środowiska prawnicze i lekarskie.