kongres-malzenstwW dniach 5-7.10.2012r. po raz drugi odbył się w Świdnicy Ogólnopolski Kongres Małżeństw. Tytuł tego Kongresu: „Duch i ciało”.

Na początku wszystkich przywitał organizator ks. Roman Tomaszczuk. Podkreślił, że poprzez to wydarzenie chcemy przekazać światu, że Pan Bóg miał rację, stwarzając, powołując człowieka jako mężczyznę i kobietę. To, co najważniejsze, dzieje się między małżonkami, i dotyczy sakramentalności małżeństwa.

Potem słowo powitania wygłosił prezydent Miasta Świdnica Pan Wojciech Murdzek. Ucieszył się, że stworzyła się tradycja spotkań małżeńskich, podczas których jest szansa duchowego wzrastania i obcowania z czymś dobrym i pięknym. Nazwał te spotkania odtrutką na zło, które próbuje nas zalać. Pan prezydent życzył obecnym, by ten wspólnie spędzony czas był czasem błogosławionym i by uczestnicy nabrali siły, żeby być świadkami tam, gdzie są, gdzie pracują, odpoczywają, gdzie podejmują różne wyzwania. Świadczyć zaś mają o tym, że miłość małżeńska, zakorzeniona w Chrystusie, w towarzystwie Chrystusa, jest czymś pięknym i nie do zastąpienia, czymś, co buduje każdego z nas jako osobę.

Pan prezydent wskazał też na pewną nowość obecnego Kongresu, a jest nią od 8.05.2012r. patronat bł. Jana Pawła II nad Świdnicą jako pierwszym miastem w Polsce. Podkreślił, że bł. Jan Paweł II zrobił wiele dla umacniania miłości małżeńskiej i pokazywania jej piękna, a także bronił godności osoby ludzkiej i osób związanych tym sakramentem. Wyraził nadzieję, że jako patron Świdnicy, papież będzie „towarzyszyć” wszystkim kongresowym spotkaniom i prelekcjom.

Zebranych pozdrowiła także w imieniu starosty oraz zarządu powiatu świdnickiego pani wicestarosta  Alicja Synowska. Zauważyła ona, iż w dzisiejszym świecie bardzo mało mówi się o takich wartościach, jak miłość małżeńska czy rodzina. Małżeństwo i rodzina to nie jest droga łatwa, ale może być ona piękna.

karol meissner

Następnie ks. bp Ignacy Dec wyraził wielką radość, że młoda świdnicka diecezja nabiera takiego rozmachu: oto udało się zorganizować II Ogólnopolski Kongres Małżeństw. Ks. biskup wskazał, że odrodzenie społeczne przyjdzie przez odrodzenia małżeństwa i rodziny. Cywilizacje europejskie upadały wtedy, gdy małżeństwa i rodziny były w kryzysie. Obecnie obserwuje się próby redefiniowania małżeństwa. Jest to bardzo groźne zjawisko, bo gdy człowiek chce poprawić Pana Boga, to przegrywa. Cały czas musimy mieć na uwadze, że ludzie myślący, wolni, kochający reprezentują stworzenie wobec Boga, ale i Boga wobec stworzenia, gdyż w nas spotyka się świat duchowy i cielesny. Ks. biskup przypomniał, że to bł. Jan Paweł II jako pierwszy użył pojęcia „communio personarum”, czyli komunia osób, i odniósł je przede wszystkim do wspólnoty małżeńskiej. To, co ten papież napisał i powiedział odnośnie małżeństwa i rodziny, jest szczególną wartością dla dzisiejszej ludzkości i dla Kościoła. Ks. biskup podziękował małżonkom za przyjazd na Kongres, za ich obecność i podkreślił, że obecność to jest zawsze pierwszy dar człowieka - zanim coś zrobimy, powiemy, nasza obecność serdeczna i życzliwa stanowi pierwszy dar, jaki możemy nawzajem sobie ofiarować.

Po powitaniach po raz pierwszy rozdane zostały nagrody Amicus Matrimoniorum, czyli nagrody dla ludzi, którzy „w sposób wybitny przysłużyli się propagowaniu, rozwojowi i ochronie prawdy o małżeństwie”. Przyznano je ks. bp. Ignacemu Decowi, pani Wandzie Półtawskiej oraz o. Karolowi Meissnerowi OSB.         

Pierwszą prelekcję wygłosił o. Karol Meissner OSB. Wg programu prelekcja miała dotyczyć tematu: „Wychowanie – komplementarność czy manicheizm?”. Ojciec wskazał jednak na początku swojego wystąpienia, że temat ten trochę zmodyfikował.

Ponieważ od 40 lat posługuje on małżeństwom i rodzinom, zgromadzonym m.in. w ruchu Domowego Kościoła, więc zna dobrze rzeczywistość małżeńską. Sam także we własnej, bardzo licznej rodzinie, doświadczył tragedii rozwodu, bo jak sam policzył, w 4 pokoleniach było aż 20 rozwodów. Ostatni odbył się po 5 latach od pobłogosławienia przez ojca małżeństwa osoby mu bliskiej: żona opuściła męża i małżeństwo się rozsypało.

Również w poradnictwie ojciec spotyka się z małżeństwami, które przeżywają trudności. Jako lekarz i duszpasterz szuka więc odpowiedzi na pytanie: „Co można zrobić, by do rozwodu nie doszło?”

Pierwsza odpowiedź, jaka się nasuwa, to odpowiednie wychowanie. Zdaniem ojca, w naszych rodzinach są niedostatki w wychowaniu do życia w małżeństwie, w rodzinie.Ta bolączka nie omija nawet małżeństw z ruchu Domowego Kościoła. Te małżeństwa pragną żyć i żyją po Bożemu, pielęgnują piękno życia małżeńskiego we wszystkich wymiarach, a jednak spotykają się z trudnościami w wychowaniu dzieci. Dzieci w wieku dorastania przestają chodzić do kościoła, przestają się modlić. Sprawia to rodzicom wielki ból i pojawia się pytanie: „Co można zrobić?”

Ojciec wskazał, że dzieci nie żyją w próżni, ale w świecie, w którym rozwodów jest coraz więcej. Jeśli zapytać je: „Ile kolegów czy koleżanek w klasie żyje w rodzinie rozbitej?”, to okazuje się, że dzieci z pełnych rodzin pozostają w mniejszości. Żyją więc one w otoczeniu dzieci z rodzin rozbitych, czyli dysfunkcyjnych, które przekazują im swoje przeżycia emocjonalne. Dzieci z pełnych rodzin nie chcą być lepsze i zaczynają mieć poczucie winy wobec rówieśników, że żyją w rodzinie dobrej, pełnej, w której rodzice wzajemnie się kochają.

Środowisko, w jakim żyją nasze dzieci, zlaicyzowane, odrzucające Boga i Jego prawo, środowisko, gdzie nie ma wiary, gdzie są dzieci z rodzin dysfunkcyjnych, nie pozostaje bez wpływu na ich proces wychowywania.

Jest to problem nie tylko w Polsce. Ojciec wspomniał, jak 6 lat temu był w Moskwie na konferencji, gdzie padło pytanie: „Czy można dziecko, wychowane bez rodziny albo w rodzinie dysfunkcyjnej tak wychować, by jego własna rodzina, którą założy, była dobra, zdrowa?” Odpowiadając na to pytanie, o. Meissner z bólem przyznał, że są nikłe szanse na to, żeby dziecko z rozbitej rodziny założyło dobrą rodzinę.

Jakie są więc źródła niepowodzenia w małżeństwie? Źródła tego, że tak wiele małżeństw się rozwodzi? Trzeba szukać tych przyczyn, gdyż wszystko, co się dzieje w naszym życiu psychicznym i duchowym, ma swoje „dlaczego?” Warto szukać odpowiedzi na to pytanie, by łatwiej znaleźć środki zaradcze, zwłaszcza w dziedzinie wychowania.

Zanim jednak ojciec przedstawił trzy główne – jego zdaniem – przyczyny niepowodzenia w małżeństwie, krótko odniósł się do głównego tematu Kongresu: „Duch i ciało”. Sformułowanie to dotyka tajemnicy człowieka. W ciągu wieków myśliciele szukali odpowiedzi na pytanie, dotyczące tego, kim jest człowiek, jakie są wzajemne relacje duszy i ciała. Wszyscy ludzie doświadczają tego, że dusza i ciało znajdują się w jakimś konflikcie. Dobitnie ten stan rozdarcia opisuje św. Paweł w Liście do Rzymian: „nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę - to właśnie czynię”. Ale rzecz zdumiewająca: ten człowiek, który nie jest taki, jaki powinien być, chce być lepszy! My chcemy być lepsi, nasze dzieci chcą być lepsze.  Oczywiście, to nie jest łatwe, jest to jednak możliwe.

Człowiek w głębi swojej natury został zraniony. Ta rana dotyka nas na płaszczyźnie zróżnicowania duch – ciało. Duch, inaczej pneuma, otwarty na działanie Pana Boga, na działanie Ducha Świętego, jest zraniony. I ten zraniony duch staje się „sarx”, co prowadzi do uczynków ciała, opisanych przez św. Pawła w Liście do Galatów (5,19-21). To zranienie byłoby bardzo dramatyczne, gdyby nie nasza wiara, że Syn Boży stał się właśnie „sarx”, tym zranionym człowiekiem po to, by otworzyć to zranione, zatrzaśnięte przez grzech człowieczeństwo na przyjęcie Bożego Ducha, co dzieje się podczas chrztu w Jordanie – jak mówił bł. Jan Paweł II. To otwarcie dokonuje się potem w Zesłaniu Ducha Świętego. Ostateczne odkupienie dokonuje się na krzyżu, gdzie Chrystus zabija nasz grzech i zmartwychwstaje, dając nam nowe życie. „Sarx” staje się człowiekiem duchowym. W tym kontekście jest coś dramatycznego w tym, że – jak mówi się potocznie - „bierzmowanie jest uroczystym pożegnaniem z Kościołem”. Dramat polega na tym, że bierzmowanie jest prawdziwym otwarciem człowieka zranionego na wspaniałe, wielkie, uświęcające działanie Ducha Świętego, które św. Paweł opisuje także w Liście do Galatów jako owoc Ducha Świętego (Ga 5,22).

Stanowi to nasze ogromne bogactwo wiary. Ojciec podkreślił, że jesteśmy bogaczami w stosunku do świata, który widzimy. My wiemy, że jesteśmy ochrzczeni, że jesteśmy przez Pana Boga miłowani! Wiemy, że obiecane jest nam życie wieczne, wiemy i wierzymy w odpuszczenie jakiegokolwiek grzechu, gdy poprosimy Boga o zmiłowanie. Taki jest sens spowiedzi. I trzeba mówić to naszym dzieciom, gdyż jest to niesamowita rzeczywistość miłości Pana Boga do człowieka. To jest wielkość naszej świętej wiary: Bóg nas miłuje, obiecuje nam życie wieczne, gładzi nasze grzechy. W tej perspektywie dopiero widać wielkość odkupionego człowieka, wielkość odkupionego małżeństwa. Papież Benedykt XVI pokazuje równoległość między Eucharystią a małżeństwem. W Eucharystii Chrystus daje się nam cieleśnie, chce być z nami jednym ciałem, budując jedność Kościoła. Ojciec Święty mówi, że w małżeństwie mąż się oddaje żonie, żona oddaje się mężowi – są jednym ciałem, które jest sakramentalnym znakiem miłości Pana Boga do człowieka. Podkreślał to św. Paweł w Liście do Efezjan, opisując małżeństwo: „Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła” (Ef 5,32)

W miłości męża żona ma odczytać, że Pan Jezus ją kocha. W miłości żony mąż ma odczytać, że Pan Jezus go kocha.

Trzeba jednak ciągle pamiętać o zranieniu, jakie dotyka tej rzeczywistości ludzkiej i małżeńskiej. Sobór Watykański II  w konstytucji duszpasterskiej „O Kościele w świecie współczesnym” (Gaudium et spes) mówi:

„(… ) człowiek, stworzony przez Boga w stanie sprawiedliwości, za poduszczeniem Złego już na początku historii nadużył swej wolności, przeciwstawiając się Bogu i pragnąc osiągnąć cel swój poza Nim. Poznawszy Boga, nie oddali Mu czci jako Bogu, lecz zaćmione zostało ich bezrozumne serce i służyli raczej stworzeniu niż Stworzycielowi. To, co wiemy dzięki Bożemu Objawieniu, zgodne jest z doświadczeniem. Człowiek bowiem, wglądając w swoje serce dostrzega, że jest skłonny także do złego i pogrążony w wielorakim złu, które nie może pochodzić od dobrego Stwórcy.

(…) Z tego też powodu całe życie ludzi, czy to jednostkowe, czy zbiorowe, przedstawia się jako walka, i to walka dramatyczna między dobrem i złem, między światłem i ciemnością. Co więcej, człowiek odkrywa, że jest niezdolny zwalczać skutecznie o własnych siłach napaści zła, tak że każdy czuje się jakby skrępowany łańcuchami.

(…) W świetle tego Objawienia znajduje swoje ostateczne wyjaśnienie zarazem wzniosłe powołanie, jak i głęboka nędza, których człowiek doświadcza.”

Można dostrzec tę głęboką nędzę np. u młodych ludzi, żyjących razem bez ślubu. Oni tak naprawdę nie wiedzą, co to jest miłość, oddanie. Życie seksualne samo w sobie nie może bowiem spełnić wszystkich oczekiwań człowieka. Prawdziwe oczekiwania są wtedy spełnione, jeżeli współżycie jest z jedną osobą na stałe. Bez wyłączności i trwałości nie zostaną spełnione wszystkie potrzeby człowieka, jak wskazuje psycholog i seksuolog angielski, Oswald Szwarz.

To rozdarcie w człowieku przejawia się na wielu płaszczyznach jego jestestwa. Coraz mocniej widać, że takie jest społeczeństwo, taki jest Kościół, jaka jest rodzina. Jeśli małżeństwa się rozwodzą, to całe społeczeństwo nosi na sobie ranę takiego rozbicia. Kształtowanie więc jedności rodziny jest rzeczą fundamentalną dla życia społecznego.

Wracając więc do problemu, co zrobić, by jednak było możliwe życie w jedności małżeńskiej, ojciec wskazał na trzy istotne przyczyny, które sprawiają, że małżeństwo przeżywa trudności.

Doświadczenie wskazuje, że największym wrogiem powodzenia małżeństwa są oczekiwania, jakie z małżeństwem wiążą ludzie, którzy je zawierają lub żyjący już w małżeństwie.

Oczekiwania te są zbudowane na podstawie wyobrażeń, a wyobrażenia niekoniecznie mają odniesienie do rzeczywistości. Przykładem może być np. wyobrażenie złota. Każdy człowiek wie, jak wygląda złoto, więc wyobrażenie złota ma odniesienie do rzeczywistości.  Wszyscy wiedzą też, co to jest góra, tak więc wyobrażenie góry również ma odniesienie do rzeczywistości. Bogactwo człowieka sprawia, że może on połączyć te dwa wyobrażenia. Człowiek może sobie wyobrazić górę ze złota. Wiemy jednak, że w rzeczywistości nie ma takiej góry. Są jednak ludzie, którzy przez całe swoje życie szukają góry ze złota.

Tak samo jest z małżonkami, którzy oczekują, że ich małżeństwo i współmałżonek będą tacy, jak oni sobie to wyobrażają.

Te wyobrażenia i oczekiwania, które się nie spełnią, są bardzo groźne. Niszczą człowieka. Staje się on zgorzkniały, złośliwy, agresywny. Każda agresja ma bowiem swoje źródło we frustracji. W małżeństwie pojawia się wtedy okrucieństwo zarówno ze strony męża wobec żony, jak i ze strony żony wobec męża.

Jakie są oczekiwania dziewcząt? „Będę miała męża, będę miała dom, nie będę już sama, urządzę sobie życie.” Dziewczyna zgadza  się na życie seksualne przed małżeństwem, bo myśli o małżeństwie. Pewien amerykański profesor socjologii przez 10 lat robił badania w grupie studentów na I roku studiów. Pytał o dwie rzeczy: „Czy żyjecie razem?” i „Czy myślisz o małżeństwie?” Stwierdził on, że 90% dziewczyn, żyjących z chłopakiem, myśli o małżeństwie; natomiast 80-90% chłopaków z tej grupy nie myśli o małżeństwie. Oczekiwania dotyczą też wspólnego życia. Dziewczyna często myśli: „Wszystko będziemy robili razem, razem będziemy chodzili na spacer, razem będziemy chowali dzieci, razem będziemy się troszczyli o dom, razem...” A chłopak myśli: „Ktoś musi posprzątać, ktoś musi ugotować, poprać, itd.” Ona oczekuje „wszystkiego razem”, a on oczekuje „ktoś musi” - takie oczekiwania wydają się tym osobom oczywiste. Mówią więc: „ja ciebie kocham” i nie można wątpić w pewną szczerość tych deklaracji, ale za tym słowem „kocham” kryją się nie pasujące do siebie oczekiwania. Dlatego często zaraz na początku małżeństwa następuje frustracja z powodu niespełnionych oczekiwań, a frustracja prowadzi do agresji, słownej, psychicznej, czasem i fizycznej. Zarówno w życiu, jak i we współżyciu małżeńskim małżonkowie muszą się liczyć z tym, że ten drugi ma jakieś wyobrażenia, jakieś oczekiwania, których często nawet nie wypowie, ale one tkwią w jego emocjach. Potrzeba więc pewnej dobroci, kultury, dużo serca i pewnej mądrości życiowej, żeby przekroczyć próg tego, co psychologowie nazywają – narcyzmem, czyli skoncentrowaniem emocji na sobie. Każdy z nas ma mniejszą lub większą tendencję do koncentrowania się na sobie i na swoich emocjach. Miłość natomiast nie szuka swego, tylko daje siebie, ofiaruje siebie na rzecz tego, kogo kocha. Dokonuje jej na rzecz dobra, którym jest budowanie jedności - „aby byli jedno”.

A jakie są oczekiwania chłopaka? Mężczyzna często wyobraża sobie życie małżeńskie jako rozwiązanie problemów seksualnych, które dla niego mają inny wymiar niż dla kobiety. Tymczasem małżeństwo nie rozwiązuje problemów seksualnych, ono je stwarza. Ojciec wskazał, że mężczyźni mają inaczej ustawiony problem seksualny niż kobiety. Kobietom trudno to zrozumieć. Kobiety – można by rzec – lekceważą mężczyzn. Przejawia się to w takim postrzeganiu mężczyzn: „Im tylko na tym zależy (czyli na seksie)”. To dzieje się już od szkoły podstawowej. W klasie V szkoły podstawowej ojciec Meissner zrobił lekcję pt. „Co się dziewczynom nie podoba w chłopakach? Co się chłopakom nie podoba w dziewczynach?” I dziewczynki odpowiedziały: „A bo chłopaki tylko o seksie myślą!” Te dziewczynki taki obraz chłopaka, mężczyzny wyniosły z domu, od matek. A z drugiej strony kobiety robią wiele, by mężczyznom zależało tylko na seksie, np. poprzez swój strój. Cała współczesna kultura jest zbudowana na takiej podstawie, by pogłębiać w człowieku to zranienie, by nie dać mu się zagoić czy wyleczyć. Rana w sferze seksualnej człowieka pogłębiona jest np. przez pornografię. Pornografia apeluje bowiem do wyobraźni człowieka i to wyobrażenie staje się bodźcem wywołującym pobudzenie seksualne. To wyobrażenie staje się tak podniecające, że świat wyobrażeń zastępuje rzeczywistość. Szkodliwość pornografii wyraża się w tym, że człowiek reaguje na wyobrażenia, a nie na rzeczywistego człowieka. Co więcej, często chce swoje wyobrażenia przenieść do rzeczywistego życia, na rzeczywistego człowieka, nawet mimo jego oporów.

Warto wiedzieć, że małżeństwo nie spełnia żadnych oczekiwań seksualnych. Małżeństwo jest trudem. W tym kontekście ojciec wspomniał, że celibat jest znacznie łatwiejszą drogą, bo w nim pracuje się tylko nad sobą, tylko ze sobą ma się kłopoty, a w małżeństwie są dwie osoby, z których każda ma problem ze sobą, i jeszcze mają problem wspólny.

Z problemem oczekiwań wiąże się drugie źródło problemów w małżeństwie, a mianowicie  to, jak mężczyzna widzi swoją męskość i kobiecość kobiety – i odwrotnie: jak kobieta postrzega swoją kobiecość i męskość mężczyzny. Co to znaczy?

Otóż nasze odniesienie do rzeczywistości płci zawiera w sobie trzy elementy:

  1. świadomość, że jestem mężczyzną albo kobietą
  2. akceptację, czyli chęć bycia odpowiednio mężczyzną czy kobietą
  3. identyfikację z własną płcią, czyli „poczucie” albo „odczuwanie siebie” odpowiednio jako mężczyzny czy kobiety.

Odnośnie punktu pierwszego, to każdy człowiek wie, że jest mężczyzną lub kobietą. Ta świadomość kształtuje się w nas już od wczesnych lat życia.

Drugi element odniesienia do własnej płci, czyli jej akceptacja, to już problem złożony. Połowa dziewcząt przeżywa problemy z akceptacją swojej płci. Wiedzą, że są kobietami i czują się kobietami, ale nie chcą nimi być. Żywią żal do siebie samych, do ludzi, do świata, wreszcie do Pana Boga za to, że są kobietami. Dokładna analiza rozwoju emocjonalnego takich dziewcząt i kobiet stwierdziła, że brak akceptacji płci jest związany z odmiennością w budowie ciała dziewczynki i chłopca. Już w świadomości małej dziewczynki może się pojawić poczucie upośledzenia, ponieważ chłopiec ma „coś”, czego ona nie ma. Dziecko notuje to, co widzi, nie orientuje się, że to, co u chłopca jest widoczne na zewnątrz ciała, służy ojcowskiemu przekazywaniu życia, natomiast funkcja macierzyńska dziewczynki – kobiety sprawia, że u niej „źródło życia” ukryte jest wewnątrz ciała. Ciało chłopca, a więc mężczyzny, jest przystosowane do przekazywania  życia tak, jak ciało dziewczynki – kobiety. Ciało jest takie, jakie jest, bo jest przystosowane do funkcji rodzicielskiej, ojcowskiej i macierzyńskiej. Wyjaśnienie tego dziecku, kiedy jeszcze jest małe, usuwa niepokój. Czasem też brak akceptacji swojej kobiecości wiąże się u dziewcząt z tym, że rodzice np. bardzo chcieli mieć syna. Mimo kochania córki, poprzez słowa, emocje, przekazują dziecku swoje rozczarowanie jego płcią. Wówczas dziewczynka zaczyna myśleć, że lepiej byłoby być chłopcem – przestaje akceptować swoją kobiecość. Jeżeli kobieta nie akceptuje swojej kobiecości, wprowadza w małżeństwo rzeczywistą groźbę jego rozpadu i wyrządza krzywdę mężczyźnie. Taka kobieta nie będzie się czuła dobrze w roli żony, nie będzie też potrafiła dobrze wypełnić zadań życia małżeńskiego i rodzinnego, gdyż jej formacja uczuciowa sprawia między innymi, że będzie unikała współżycia, którego nie rozumie jako istotnego zadania małżeństwa. Kobieta taka chce mieć męża, ale nie chce być żoną. Przenosi się to na macierzyństwo: będzie chciała mieć dziecko, ale nie będzie chciała być matką. To znaczy nie spełni wszystkich warunków, żeby to dziecko miało rzeczywiście matkę. Chęć posiadania dziecka sprawia wtedy, że kobiecie przestaje zależeć na relacji z mężem, który zostaje sprowadzony do roli „rozpłodnika”. Tak nazwał siebie pewien mąż w rozmowie z ojcem. Dla żony najważniejsze było poczęcie dziecka. Gdy dzieci się urodziły, kobieta całą swoją uwagę skierowała tylko ku nim. Współżycia w tym małżeństwie mogłoby już nie być.

Tymczasem małżeństwo i delikatna dziedzina współżycia wymaga dużej wiedzy i pielęgnowania. Stanowi też istotny obowiązek małżeński.

Ojciec podawał rozmaite przykłady, ilustrujące omawiane zagadnienia. W niektóre nie chciało się wierzyć. Czasem uczestnicy reagowali śmiechem, tak były niesamowite. Np. pewna kobieta 5 lat współżyła z mężczyzną bez ślubu, a w dniu ślubu poinformowała go, że od tej pory seks jej nie interesuje. Albo chłopak, który chciał się rozwieść po 3 latach małżeństwa, gdyż ma złą żonę. Na pytanie ojca, dlaczego tak uważa, odpowiedział: „ona mi nigdy nie przyniosła śniadania do łóżka”.

Te przykłady obrazowały jedno: że czasem można dostrzec w małżeństwach zupełny brak spojrzenia ze zrozumieniem na drugiego człowieka.

Wyżej wspomniany angielski psycholog Oswald Szwarz mówi, że małżonkowie muszą się spotykać na trzech płaszczyznach i na nich powinni budować swoją więź.

Przede wszystkim musi być płaszczyzna wymiany myśli. Zwraca na to uwagę np. ruch Domowego Kościoła, w którym małżonkowie spotykają się raz w miesiącu na rozmowie o wszystkim. Mają mówić sobie o swoich oczekiwaniach, pragnieniach, błędach. Ważne jest też przeproszenie siebie nawzajem.

Drugą płaszczyzną porozumienia jest płaszczyzna uczuć. W małżeństwie i rodzinie należy stwarzać sytuacje, w których uczucia małżonków będą zgodne. Są to wszelkie obchody rodzinne, tradycje rodzinne, święta, imieniny, wspólna modlitwa. Te okazje tworzą czas, gdzie małżonkowie czują, że są wspólnie, że są razem. Ogromnie ważna jest czułość w małżeństwie. Ona tymczasem zanika w naszych małżeństwach. Czułość i życzliwość wobec współmałżonka trzeba ćwiczyć i pielęgnować. W Ameryce małżeństwa, które przeżywają trudności, uczą się w odpowiednich kliniakach okazywania sobie czułości.

Ojciec wspomniał też rozmowę z pewnym mężem, który miał trudności w okazywaniu żonie czułości. Gdy opowiadał on o swoim domu rodzinnym okazało się, że nigdy nie widział, żeby się rodzice przytulili, żeby się całowali, rodzice nie spali razem. Człowiek  wychowany w takiej atmosferze ma obecnie ogromne trudności w okazywaniu życzliwości i czułości swojej żonie.

Spotkanie na płaszczyźnie ciała jest dopiero na trzecim miejscu: jeśli nie ma warstwy myśli i warstwy czułości wzajemnej, to ta płaszczyzna będzie pusta.

Trzecią ważną przyczyną trudności w małżeństwie, o której ojciec mówił, jest życie seksualne przed zawarciem małżeństwa. Dzieje się tak z kilku przyczyn:

  1. Kobieta nigdy nie zapomina pierwszego zbliżenia – jeśli ten pierwszy stosunek wiązał się z przekonaniem, że naruszał normy moralne, o których mówiło sumienie, to takie doświadczenie będzie tkwiło w niej przez całe życie.
  2. Mężczyzna czuje się porównywany, bo jak u kobiet jest problem z akceptacją płci, to u mężczyzn problem leży w identyfikacji: oni wiedzą, że są mężczyznami, chcą być mężczyznami (mężczyźni uważają, że lepiej być mężczyzną niż kobietą) – natomiast mężczyzna ma stale wątpliwość, czy jest dostatecznie mężczyzną. Stąd u mężczyzn pojawia się taka potrzeba stałego sprawdzania się. Taka postawa sprawia, że chłopak podejmuje życie seksualne przed ślubem z zupełnie innego motywu niż dziewczyna: ona, nie będąc pewną „miłości” chłopaka, chce go przy sobie zatrzymać, a ponieważ w jej przekonaniu chłopakowi zależy na współżyciu seksualnym, zgadza się na nie. Natomiast chłopak rozpoczyna współżycie, bo chce się „sprawdzić”. Jeśli też czasem pojawiają się jakieś trudności u męża w dziedzinie współżycia (np. problem ze wzwodem, przedwczesnym wytryskiem nasienia), co nie jest rzadkością, on nikomu o tym nie mówi, wstydzi się tego i cierpi. Odreagowuje swój niepokój, lęk właśnie wobec żony, w rodzinie. Nie potrafi o tym z nią porozmawiać, gdyż tematykę płciową poruszał tylko od strony nieprzyzwoitych dowcipów, bądź od strony grzechu i z poczuciem winy.
  3. Pomiędzy małżonkami, którzy współżyli ze sobą przed ślubem, pojawia się  resentyment (czyli żal i uraza, pretensja) – wypomina się czasem nawet jeden raz, który zaistniał przed zawarciem małżeństwa. Dlatego ważne jest, żeby małżonkowie przebaczyli sobie, jeżeli między nimi doszło do współżycia przed ślubem.
  4. Trudniejsza sytuacja występuje, jeśli współmałżonek musi podjąć trud życia seksualnego z kimś, kto już miał doświadczenie w tym zakresie. Jest to bardzo trudne dla mężczyzny, gdyż czuje się on porównywany przez swoją żonę do kogoś innego i jest to źródłem bardzo wielu jego cierpień. Kobieta zaś pragnie być w życiu mężczyzny najważniejszą osobą, więc jeżeli on kogokolwiek już miał, jest to dla niej niełatwe, bo ma świadomość, że dla męża nigdy nie będzie już tą „jedyną”.

W trakcie swojego wystąpienia ojciec wspomniał rozmowę z pewną młodą dziewczyną, którą katechizował w gimnazjum, a która żyje bez ślubu z chłopakiem. Pytał ją, czemu tak jest?  Gdzie on popełnił błąd? Ona odpowiada, że ojciec nie popełnił żadnego błędu, ale teraz wszyscy tak robią.

Bardzo często właśnie taki argument ma przemawiać za takim stylem życia: „wszyscy tak robią”, albo „bo takie jest życie”. Te stwierdzenia nie są jednak prawdziwe. Wcale wszyscy tak nie robią. Jest to przede wszystkim obraz lansowany przez media. Dotyczy to nie tylko współżycia przed ślubem, ale i rozwodów.

Ojciec przytaczał różne przykłady z rozmów z małżonkami i widać, że są w małżeństwach dramatyczne sytuacje, a jednak małżeństwa te się nie rozwodzą. Te małżeństwa bohatersko żyją razem. Noszą jednak taką ranę, wstydzą się tego i dlatego o pomoc proszą tylko nieliczni bardzo odważni, mądrzy małżonkowie. A przecież taka pomoc jest możliwa.

Na zakończenie ojciec podkreślił, że zebrani małżonkowie są mu bardzo bliscy, że całuje ich ręce, dziękując za to, że żyją razem, że trwają razem, że chcą budować to, co piękne i trwałe.

I o tym właśnie, co piękne i istotnie wspaniałe dokonuje się pomiędzy małżonkami podczas wspólnego życia w jednym, świętym, nierozerwalnym małżeństwie, opowiemy w streszczeniach następnych prelekcji.

 

 

Polecane książki:

o. Ksawery Knotz „Akt małżeński”

Elżbieta Sujak „Małżeństwo pielęgnowane”

o. Karol Meissner OSB  „Jak można pomóc małżonkom w osiąganiu harmonii”

o. Karol Meissner OSB „Człowiek – istota płciowa”

Elżbieta i Piotr Krzewińscy