kongres-malzenstwVII prelekcja wygłoszona została przez Pana Andrzeja Ładyżyńskiego, pedagoga, wykładowcę w Instytucie Pedagogiki Uniwersytetu Wrocławskiego oraz na Podyplomowych Studiach o Rodzinie na Papieskim Wydziale Teologicznym. Pan Ładyżyński interesuje się problemami współczesnej rodziny, młodzieży oraz systemową terapią rodzinną. Jest mężem i ojcem dwójki dzieci.

Prelegent podkreślił, jak ważne jest, by w czasach, gdy małżeństwo nie ma dobrej prasy, gdy lansuje się wzorce, które są przeciwne małżeństwu, pokazywać wartości, zwłaszcza wartości nie wymyślone przez człowieka. A taką zwartością jest małżeństwo.

Cóż to jest – małżeństwo? Można je określać jako dwoje ludzi, para, instytucja, wspólnota, grupa, zrzeszenie. Pan Andrzej Ładyżyński przedstawił dwie definicje małżeństwa, które wg niego odpowiadają na pytanie, czym jest małżeństwo:

Pierwsza definicja Pani Marii Ziemskiej została opracowana ponad 40 lat temu, ale nadal jest ważna i aktualna: „Małżeństwo to związek dwojga osób, dwojga płci, tego samego pokolenia, połączonych więzią emocjonalną, pozostających w trwałej, bezpośredniej styczności.”

Ta definicja jest interesująca, bo gdyby usunąć z niej jakikolwiek element, małżeństwo przestaje istnieć, np. fragment: „pozostających w trwałej, bezpośredniej styczności”. Relacje między małżonkami zmieniają się skutecznie, jeżeli małżonkowie przestają ze sobą być. Powinno to być wskazówką dla małżonków przy podejmowaniu decyzji: jeśli wyjazd, to wspólny. Jeden z małżonków może wyjechać sam tylko w sytuacjach ekstremalnie wyjątkowych. W każdym innym przypadku stanowi to zbyt wielkie ryzyko dla małżeństwa i wiąże się z tym zbyt wielka strata. Małżeństwo można więc unicestwić chociażby poprzez ten, wydawałoby się, drobny czynnik: „niebycie ze sobą”.

W świecie współczesnym jest to bardzo trudne i stanowi wyzwanie, a prelegent podkreślił, że nie chciał w nikim wzbudzać poczucia winy. Wskazuje tylko, by ze wszystkich sił walczyć, by ten czynnik bycia ze sobą, bycia razem był przez małżonków utrzymywany.

Pozostałe elementy z tej definicji także są znaczące, choć nie zostały omówione.andrzej ladyzynski

Druga definicja małżeństwa pochodzi z książki Johna i Betty Drescherów pt. „Gdybyśmy zaczynali od nowa”. W książce tej zawarli oni refleksje po 30 latach swojego małżeństwa, reflektując, co w życiu zrobiliby lepiej, gdyby jeszcze raz mieli szansę tworzyć związek małżeński.

Definicja małżeństwa wg Drescherów brzmi krótko: „Małżeństwo to trud, łzy i wspólne rozmowy raczej niż wielka ekstaza.”

Małżeństwo to praca. Często wyobrażenie narzeczonych jest takie, że po zawarciu związku małżeńskiego żyje się długo i szczęśliwie. Więcej się ze sobą przebywa. Ci jednak, którzy żyją już ze sobą jakiś czas w małżeństwie wiedzą, że intensywniej się ze sobą pracuje: niezależnie od siebie, obok siebie, razem ze sobą.

Łzy to nie tylko łzy szczęścia, ale i łzy z powodów niewygodnych życiowo: łzy z powodu rozczarowań, frustracji, kryzysu.

Wspólne rozmowy, nieustanny dialog to przepiękny wątek w małżeństwie. Jest tylko jedna odpowiedź na pytanie: „Co wartościowego mogę dać swojemu partnerowi, tak jak i każdemu człowiekowi?” - „Być z nim w dialogu.”

Nie wolno także zapominać, że w małżeństwie ekstaza także jest ważna i to ekstaza odczytywana nie tylko w kategoriach seksualności, ale i w kategoriach pozaseksualnych.

Z małżeństwem związana jest pewna ambiwalencja, czyli „tak” i „nie” za małżeństwem: dylemat, który stoi przed człowiekiem myślącym o małżeństwie, ale i przed tym, który jest w małżeństwie. Ten dylemat musi być rozstrzygany niejako każdego dnia.

Z filozofem greckim Sokratesem związana jest pewna anegdota:  Uczeń pewnego dnia spytał go: „Mistrzu, mam się żenić, czy nie żenić?” W odpowiedzi usłyszał: „Cokolwiek byś nie uczynił,  i tak będziesz żałował”.

I to jest argument, bardzo stary, ale ważny: każda z opcji, każdy z wyborów ma swoje konsekwencje. Jeżeli się ożenię, coś zyskam, jeśli się nie ożenię, też coś zyskuję. Ale i coś tracę.

Kluczem jest tu rozeznanie swojej drogi życiowej: czy małżeństwo to faktycznie dla mnie optymalna droga, czy to moja droga, czy się na niej widzę, czy się do niej przymierzam.

Dzisiaj często brakuje takiej refleksji ludziom, będącym na początku tej drogi. Ta refleksja została zepchnięta na margines życia społecznego. Rzadko kto rozważa, czy warto zawrzeć związek małżeński, bo uważa, że to trochę głupie.

Tymczasem małżeństwo nie jest łatwe. Stare, mało znane polskie przysłowie mówi: „Ciężki, ciężki kamień młyński, jeszcze cięższy stan małżeński”. To nie brzmi optymistycznie i można zbagatelizować prawdziwość tych słów uważając, że to tylko mądrość ludowa. Tymczasem trudne doświadczenia życia we dwoje, w diadzie, jest udziałem każdego małżeństwa.

Soren Kierkegaard, żyjący w XIX w. duński filozof, urealnia myślenie o związku dwojga mówiąc: „W każdym małżeństwie to nie droga jest trudna, ale trudności są drogą.”

Czyli budować małżeństwo to znaczy pokonywać trudności. Pokonywać, a nie rozbijać się o rafę koralową trudności. Tymczasem gdy pojawia się jakaś większa czy mniejsza trudność, w małżeństwie pojawia się pokusa, by rozwiązać małżeństwo. Każde małżeństwo doświadcza takich pokus, by rozwiązać umowę małżeńską.

Tę ambiwalencję odnośnie małżeństwa dobrze widać w wypowiedziach współczesnych kobiet. Prelegent opowiedział, że podczas szukania jakiś cytatów o małżeństwie przeglądał rozmaite fora internetowe. Na tych forach przeważnie piszą kobiety.

Pan Ładyżyński powiedział, że zastanawia go fakt, iż małżeństwo jest tworzone przez mężczyznę i kobietę, a więc udziały w nim mają po 50%, natomiast na tych forach pisują kobiety. Mężczyźni milczą, także w wielu małżeństwach, ale milczenie nie jest dobrym pomysłem. Mężczyźni mają swój udział w małżeństwie, mają prawo głosu.

Otóż kobiety o małżeństwie mówią dwojako:

  1. Jestem od wielu lat szczęśliwą mężatką. Uważam, że rodzina to jest najlepsze, co dostałam od losu. Chciałam mieć papier, obrączkę. Chciałam, by ukochany mówił o mnie: „To moja żona”. Nie jest to gwarancją szczęścia, ale dla mnie miało to sens. I nie rozczarowałam się.
  2. Z własnego doświadczenia wiem, że małżeństwo nie ma racji bytu.

Z tą drugą wypowiedzi ciężko polemizować, gdyż wypowiedzi o małżeństwie są różne, na bazie własnego doświadczenia, a z własnym doświadczeniem nie można dyskutować.

Jakie są więc złe wiadomości dla małżeństwa, czyli jakie są ciemne oblicza współczesnego związku małżeńskiego?

Otóż:

  1. zmalała społeczna akceptacja dla związku małżeńskiego; w grupach, w których żyjemy, informacja o zawarciu związku małżeńskiego nie wzbudza radości, a coraz częściej zdziwienie lub pytanie, czy ktoś musiał to zrobić ze względu na ciążę
  2. małżeństwo przestało być kulturową oczywistością – chodzenie ze sobą czy wspólne mieszkanie nie oznacza, że w konsekwencji pary te zawrą związek małżeński. Konsekwencje takie raczej wiążą się z zaręczynami (mniej lub bardziej formalnymi).
  3. oczywiste przestaje być nawet to, że małżeństwo jest relacją mężczyzny i kobiety – stąd m.in. nawiązanie do definicji małżeństwa, przedstawionej przez Panią Ziemską: „związek dwojga płci”
  4. współczesny świat zdaje się odrzucać małżeństwo lub sprowadza je do czasowego kontraktu, a w rozmowach osoby żyjące w związku, czasem przez wiele lat, mówią młodym słowa przeciwko małżeństwu, tzn. używają w rozmowie nieuczciwej, niesprawiedliwej narracji o małżeństwie. Jest to przeważnie narracja autokomentująca własny związek: „a nie ma się do czego spieszyć”, mówi tak na przykład babcia do swoich wnuczek. W takiej narracji trzeba wskazać, że te słowa wypływają z własnych doświadczeń, ale to nie znaczy, że małżeństwo wnuczek będzie nieudane, bo małżeństwo może mieć różne oblicza, a więc może być udanym, fascynującym projektem na życie. Zawsze w swoim małżeństwie coś możemy zrobić. Dopóki małżonek żyje, zawsze jest szansa na zmianę. Małżeństwo prawie zawsze da się naprawić i jest to niezwykły fenomen.

Na ogół ludzie tworzą własne małżeństwo na wzór i podobieństwo małżeństwa własnych rodziców. To nie jest konsekwencja genetyki, ale konsekwencja naśladowania jedynego znanego wzoru. I mimo że jedno z małżonków pochodzi z jednego związku, a drugie z drugiego, to okazuje się, że związki naszych rodzin są bardzo często bardzo podobne. Patrząc z systemowego punktu widzenia, te rodziny mają często bardzo porównywalne doświadczenia. Podczas analizy krok po kroku (step by step), przy rozrysowaniu wzorców zachowań i tego, czego rodziny doświadczyły, to okazuje się, że rodziny te są bardzo często bardzo podobne. Oczywiście, są także różne czynniki, które są odmienne.

Jak zauważyła Virginia Satir, amerykańska psychoterapeutka, specjalizująca się w terapii rodzin, ludzie pasują do siebie pod względem wagi problemów, które wnoszą w posagu do związku. Wydaje się nam, że zakochujemy się w sobie i bierzemy pod uwagę tylko zasoby. To prawda, ale za tymi zasobami kryją się także mankamenty, które wnosimy do związku, a które otrzymaliśmy od swoich rodzin i z racji pochodzenia, i od których nie jesteśmy w stanie się odseparować. Trzeba mieć świadomość tego, co się wnosi do związku. Ta świadomość pomaga budować własne małżeństwo w dystansie wobec tego, co zbudowali moi rodzice czy rodzice mego męża. Jednak to nie jest łatwe i jest to proces, który trwa całe ludzkie życie.

W małżeństwie często małżonkowie chcą zaspokajać zbyt wiele potrzeb, których nie zaspokoili ich rodzice. Jeśli rodzice nam czegoś nie dali, spodziewamy się, że da nam to współmałżonek. Ten głód może towarzyszyć całe życie. Jest to bardzo trudne do udźwignięcia przez drugiego człowieka.

W małżeństwo wchodzi się z takimi niezaspokojonymi potrzebami. Rodzice przecież też nigdy nie są tak doskonali, żeby zaspokoili wszystkie potrzeby dzieci. W związku z tym małżeństwo i wychowywanie własnych dzieci może stać się swoistym procesem terapeutycznym. Dopiero wychowując własne dzieci, rozumiemy trud własnych rodziców.

Kolejnym mankamentem, związanym z małżeństwem, jest fakt, że w małżeństwie wyrzekamy się niezależności, wkraczamy zaś we współzależność. Utrata niezależności może być boleśnie przeżywana, bo do tej pory narzeczeni robili, co chcieli. Teraz będą zależni od współpartnera w małżeństwie.

Wybierając życie w związku małżeńskim małżonków czekają:

  • konflikty
  • kryzysy rozwojowe i nierozwojowe
  • ból i rozczarowania
  • ocean niewygodnych uczuć

Prelegent zachęcał, by na odwrocie zdjęcia ślubnego przykleić kartkę formatu A-4, na której należy zapisywać wszystkie kryzysy życiowe, strachy, lęki.

Kryzysy przyjdą, one muszą wystąpić, bo związane są z tym, że życie ma cykle, ma swój bieg, ma pewne etapy. Warto te etapy zapisywać, nawet te przedmałżeńskie, związane z obawami, czy już się oświadczyć, czy już myśleć poważnie o małżeństwie. Jeśli rozpadło się małżeństwo rodziców, to lęk u dzieci przed małżeństwem gwałtownie wzrasta.

Inne przykładowe etapy życia, które niosą w sobie kryzysy:

  • zorganizowanie wesela i trudy z tym związane (materialne, logistyczne, życiowe)
  • dylemat związany z czasem poczęcia dziecka
  • ciąża i obawy związane z jego zdrowiem, z porodem
  • czas po narodzinach dziecka i reorganizacja życia
  • pójście dziecka do przedszkola i powrót mamy do pracy itd. itp.

Każdy taki etap życia jest kryzysowy. Warto je zapisywać na odwrocie fotografii ślubnej i wykreślać, by dostrzec, że one są w danej fazie życia i że od nich nie uciekniemy.

W pewnym momencie pojawia się „ostatni” kryzys: jedno z małżonków umiera. To jest bardzo trudne i smutne doświadczenie. Próbujemy sobie z nim poradzić w duchu wiary, ale to po ludzku ogromnie smutne, że żyjąc w dobrym małżeństwie w pewnym momencie przestaniemy być mężem i żoną, a zostaniemy wdowcem czy wdową. Częściej wdową, bo – jak zażartował prelegent – kobiety mają objawy, a mężczyźni umierają.

Te pesymistyczne wątki, dotyczące małżeństwa, nie są nieprawdziwe. One są prawdziwe, ale warto podkreślać, że to nie jest jedyna narracja o małżeństwie. Gdyby to była jedyna opowieść o małżeństwie, to nie warto byłoby brać ślubu.

Tymczasem małżeństwo niesie ze sobą potencjalne dobra, korzyści. One nie są nam zagwarantowane, ale istnieją:

  1. Otóż małżeństwo nadaje strukturę życiu i wprowadza stałość pośród zmienności świata – mąż czy żona to czasem jedyny element stały w życiu, gdyż dzieci z domów rodzinnych odchodzą. Jeśli dodatkowo małżeństwo jest wspólnota, w której możemy osiągać satysfakcję, to jest ono potężnym wzmocnieniem dla realizacji celów życiowych.
  2. Małżeństwo to miejsce, przestrzeń szczególnej jedności: „W małżeństwie mamy do czynienia ze zbliżeniem totalnym, w którym największa inność, z jaką mamy do czynienia, przechodzi w maksymalną bliskość.” - to słowa Adama Hernasa, prawnika i filozofa.

W małżeństwie przekraczamy wszelkie bariery kulturowe, czasami religijne i tę podstawową barierę - barierę płci. Mężczyzna całe życie będzie patrzył z pewnym zdumieniem na kobiecość żony i nigdy nie przyjmie w pełni kobiecej perspektywy, gdyż jej nie doświadcza. I tak samo kobieta.

  1. Małżeństwo stanowi fundament dla rodziny, najbardziej trwały, najlepszy, najskuteczniej spraktykowany. W dziejach ludzkości były już pewne eksperymenty na małżeństwie i ciągle eksperymentuje się na społeczeństwie – w naszych czasach także. Przeciwko temu trzeba protestować, nie zgadzać się na to, bo małżeństwo najwspanialsza wspólnota do wychowania dzieci: męska i kobieca perspektywa spojrzenia na życie. Te dwa różne spojrzenia to bogactwo, a nie problem i kłopot.
  2. Małżeństwo to szansa na doświadczanie partnerstwa. Nigdy małżeństwa nie były tak blisko siebie, jak obecnie. Nigdy małżonkowie nie byli tak głęboko intymnie. Ta relacja równości, sprawiedliwości, wspólnego wypracowywania pewnego modelu funkcjonowania (żeby kobieta nie była jedyną osobą dbającą o dom, a mężczyzna tylko zarabiający na chleb) to wielka nowość.

Warto też podkreślić, że małżeństwo zaspokaja potrzeby:

  • dowartościowuje: bycie tą jedyną / tym jedynym – na całe życie – to bardzo dowartościowujące
  • szansa afirmacji, akceptacji, odnalezienia poczucia bezpieczeństwa – to jest ważne nie tylko dla kobiet, ale także dla mężczyzn: jestem bezpieczny w związku małżeńskim, mogę wrócić do domu bez znieczulania się w barze, zanim wejdę do mojego domu (zawsze jest przyczyna, dla której nie chce się wracać do domu; kobieta też może nie chcieć wracać)
  • szansa na rozwój we wszystkich wymiarach i wsparcie celów osobistych i wspólnotowych – małżonkowie wspierają się w trudnych momentach zawodowych, życiowych

Małżeństwo stwarza szczególną okazję w zakresie komunikacji. Dwoje ludzi, którzy wychodzą z odmiennych systemów rodzinnych, podobnych, ale odmiennych, zamieniają je i budują coś razem. To budowanie musi odbywać się w dialogu. Im bardziej dojrzalsze małżeństwo, tym ten dialog jest bardziej dojrzały. Po przeżyciu iluś lat w małżeństwie widzi się, że te naglące i palące tematy z początkowych lat małżeństwa, żarliwie dyskutowane i wykłócone, nie mają obecnie znaczenia. Co więcej, z upływem lat coraz bardziej małżonkowie dziwią się własnej zapalczywości, jaka ich wtedy ogarniała. Ale te dyskusje i spory są potrzebne.

Małżeństwo to także wieloletnia, najlepsza szkoła rozwiązywania konfliktów życiowych. Jeżeli człowiek nauczy się rozwiązywać konflikty w małżeństwie, to będzie umiał rozwiązywać konflikty jako rodzic, konflikty zawodowe.

Można przyjąć, że wszystko przenosi się z podstawowych relacji: jeśli nauczyłem się tego w domu rodzinnym, to lepiej będzie mi w małżeństwie. Ale jeśli się nie nauczyłem w domu rodzinnym, to zawsze jest nadzieja, że nauczę się w związku małżeńskim.

Na koniec prelegent zadał pytanie:

- Czy wobec tego, że jesteśmy zanurzeni w takiej krytyce małżeństwa i rodziny, powinniśmy się tylko załamywać, ubolewać, że jest fatalnie, że jesteśmy „kopani” jako małżonkowie, a marginalizowani jako rodzice?

Jego zdaniem skuteczną odpowiedzią jest ukazywanie atrakcyjnej wizji małżeństwa. Takiego małżeństwa, żeby ludzie, patrząc na nie, chcieli w nim trwać. Pełne, trwałe, wyłączne, nierozerwalne małżeństwo to najlepszy przykład, jak być człowiekiem we współczesności. Nawet, jeśli realizm życia podpowiada, że nie wszystko da się osiągnąć w małżeństwie, co człowiek sobie zaplanuje, to małżeństwo stanowi potężny napęd do realizacji twórczego i pięknego życia. A dla chrześcijan jest to realizacja Bożego planu w kierunku zbawienia.

 

Podkreślajmy, że małżeństwo, rodzina ma sens. Nawet po trudnych przejściach i wobec kryzysu, w głębokiej zapaści, pomimo wielkich błędów, upadków i strat, niełatwych doświadczeń, w chorobie i w niewygodzie, w kulturze, która stwierdza jej śmierć. Rodzina ma sens, bo ma za sobą tysiące lat doświadczeń, jest przystanią i schronieniem przed niewygodami świata.

Rodzina ma sens, nawet gdy za nami są nieciekawe doświadczenia przeszłości, „rozwalone” małżeństwo rodziców, nieatrakcyjne wzorce systemowe. Ma sens nawet, gdy w naszych odczuciach pozostawiła niesmak i niewygodę, gdy nas poraniła.

Ma sens, bo jest niezniszczalną wspólnotą w rozwojowym procesie i zawsze daje szansę zmiany, przekształcenia, odbudowy.

Nawet, gdy wielu ludziom w naszych rodzinach pochodzenia się nie udało, nam może się udać. Rodzina bowiem to nie fatum, ślepy los, zabawka w rękach nierozumnego wszechświata, ale odwieczny system, zanurzony na wszystkich poziomach w społeczeństwo, jego tradycje i przeszłość, w jego kulturę i teraźniejszość. Rodzina to mechanizm, chroniący ludzkość przed katastrofą.

 

A na koniec dokończenie wypowiedzi Sokratesa: „Tak czy inaczej żeń się. Jeżeli znajdziesz dobrą żonę, będziesz szczęśliwy. Jeżeli złą, zostaniesz filozofem.”